Rozdział 22
Brendon zemdlał od razu. Z mocnego orgazmu i bólu promieniującego od karku po prostu padł nieprzytomny na łóżko a Ross od razu się z niego wysunął i poszedł do łazienki skąd zabrał apteczkę i mokre chusteczki. Wytarł tyłek chłopca a zaraz potem świeżą chusteczką otarł kark z krwi. Zgarnął bandaż i dość luźno ale nie za luźno owinął szyjkę nieprzytomnego szczeniaka. Ubrał go w za dużą piżamkę i położył wygodnie. Zaraz samemu się rozebrał i objął malucha ramionami. Czuł... czuł coś innego w środku. Nie umiał się do tego przyznać ale czuł jakby... miliony motyli latało po jego żołądku.
I niedługo potem poszedł spać. Obudził się jak zwykle z samego rana, obejmował wciąż chłopca i zaczął go dźgać nosem po uszku ale ten się nie budził. Przygryzł go lekko.
- Brendon, wstaaań - Wymruczał cicho jednak znowu brak reakcji sprawił, że szybko go odwrócił. Dopiero wtedy chłopiec rozchylił powieki patrząc na Rossa i zmrużył powieki lekko.
- Boli... - Wyszeptał na co Ryan od razu zmarszczył brwi. Ale wiedział, że ugryzienie będzie boleć więc zaczął go całować jedynie po buźce.
- Wiem szczeniaczku, przez jakiś czas będzie niestety boleć... nic z tym nie zrobię, przepraszam... - Dłonią delikatnie przesunął po puchatym uszku i zaraz wsunął ją między włoski.
- Czy my... ty... naprawdę? - Spytał nagle chłopiec do którego wrócił wspomnienia. Alfa uśmiechnął się i powoli wstał.
- Tak. Jesteś teraz mój - Delikatnie ułożył dłoń na piersi szczeniaka który powoli się podniósł i również ułożył swoją malutką łapkę na jego piersi.
- A ty mój... - Odpowiedział i delikatnie wsunął się w ramiona swojego mężczyzny przymykając znów oczy. Ryan wziął go na ręce i zaniósł do łazienki gdzie posadził go w wannie by samemu zrobił dla nich kąpiel z bąbelkami.
~~*~~
Cały dzień spędzili praktycznie nic nie robiąc. Ryan wyjątkowo nie w koszuli, a zwykłej, białej bluzie. Brendon za to był również w jego, ale błękitnej bluzie. Siedzieli na kanapie, wtuleni w siebie i tulili się oglądając filmy. Ryan nie wierzył, że kiedykolwiek mógłby spędzić cały dzień tak przyjemnie.
- Riri... skoro teraz jesteś moim alfą to... chciałbym coś powiedzieć - Mruknął nagle niepewnie szczeniak. Ross przesunął dłonią po jego włoskach a zaraz spod dłoni wyskoczyły dwa czarne uszka na które się uśmiechnął.
- Co takiego, moja omego? - Spytał całując go w jedno. Widział, że maluch się do czegoś zbierał ale jeszcze nie wiedział do czego. Więc zachowywał się wręcz... romantycznie, cmokając go i miziając.
- Kocham cię... - Wyszeptał nagle Brendon mając zaróżowione polika. Alfa od razu spojrzał omedze w oczy. Uchylił delikatnie usta...
- Ja... - Dzwonek. Dzwonek do drzwi mu przerwał, mężczyzna wciąż w szoku czując dziwne uczucie w brzuchu... powoli wstał. Nie odpowiadając poszedł w stronę drzwi. Nie widział jak szczeniakowi zadrżała warga i łzy naszły do jego oczu. Poczuł się jakby złamano mu jego małe serduszko...
W drzwiach stał jakiś mężczyzna, Ross zmarszczył brwi. Nie znał go. Ochroniarze stali przy nim więc nie był umówiony... kto to do cholery?
- Kim pan jest - Spytał czekając na solidną odpowiedź nim wyrzuci go z domu. Facet przypominał mu...
- Tata?
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen247.Pro