Chào các bạn! Vì nhiều lý do từ nay Truyen2U chính thức đổi tên là Truyen247.Pro. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền mới này nhé! Mãi yêu... ♥

6

Przez całą noc nie mogłam spać zastanawiając się nad tym co się wydarzyło. Wizja tego, że Nick widział Noah, a tym bardziej, że z nim rozmawiał totalnie mnie przerażała i nie pozwalała nawet na chwilę zmrużyć oka. Prawdopodobieństwo, że nagle w ciągu paru minut rozpoznałby w nim swojego syna było znikome, jednak nie mogłam pozbyć się niepokoju, że być może jednak możliwe. Rozstaliśmy się prawie cztery lata temu, czyli uwzględniając czas ciąży wniosek był oczywisty. To nie była wyższa matematyka, a domyślenie się na pewno nie było trudne szczególnie dla kogoś tak inteligentnego jak Nicholas.

Przetarłam twarz dłońmi po raz tysięczny przekręcając się na drugi bok i zamykając oczy. Zawsze jest prawdopodobieństwo, że w ogóle nie wpadnie mu do głowy myśl, że może być ojcem małego. To była zdecydowanie najbardziej optymistyczna dla mnie wersja, mimo że czułam się naprawdę źle z tym co robiłam. Zdawałam sobie sprawę, że nie miałam prawa odbierać mu praw do dziecka, jednak wciąż uważałam, że kilka lat temu postąpiłam słusznie. Nie zmienia to jednak faktu, że potraktowałam go strasznie z dnia na dzień po prostu mówiąc, że to koniec po wszystkim co razem przeżyliśmy. Matko, przecież ja nawet mu tego nie powiedziałam tylko wysłałam esemesa, bo nie miałam odwagi stanąć z nim twarzą w twarz. Jeszcze przez dwa miesiące starał się do mnie dostać przez rodziców i przyjaciółkę, lecz na próżno. Zaakceptowali moją decyzję, chociaż w żadnym stopniu jej nie popierali. Do tej pory nie potrafili tego zrozumieć i uważali, że to niesprawiedliwe. Jakby nie patrzeć momentami też tak uważałam, ale jak miałabym mu teraz powiedzieć, że ma trzyletniego syna? Nigdy by mi tego nie wybaczył.

Nie potrafiłam nawet normalnie z nim porozmawiać, spojrzeć w oczy po tym co mu zrobiłam. Jestem pewna, że gdybym wczoraj nie była aż tak bardzo przerażona zniknięciem Noah i nie czułabym aż tak wielkiej potrzeby, żeby go przytulić wysłałabym Lily, żeby go zabrała.

Jęknęłam pod nosem wiedząc, że przez cały dzień nie będę w stanie normalnie funkcjonować. Nienawidziłam tego, ale za każdym razem jak czymś się stresowałam lub intensywnie nad czymś myślałam nie potrafiłam zmrużyć oka nawet na chwilę. Tak było i w tym przypadku i chociaż byłam zmęczona jak diabli za nic nie mogłam zasnąć. Uśmiechnęłam się pod nosem delikatnie przeczesując palcami włosy śpiącego obok chłopca. Dawno ze mną nie spał, a dzisiaj chyba potrzebowałam mieć go blisko bardziej niż on mnie. Kiedy ze mną spał czułam się o wiele spokojniejsza, że mam go tuż obok siebie, zupełnie jakby ktoś miał go zabrać i nigdy nie oddać.

Sięgnęłam po telefon mocno mrużąc oczy kiedy tylko ekran zdążył rozbłysnąć. Była równo czwarta rano, a ja za trzy godziny zaczynałam pracę, w której powinnam być wypoczęta. Tymczasem od sześciu godzin przekręcałam się z boku na bok i z pleców na brzuch nie potrafiąc znaleźć sobie wygodnej pozycji.


~Tydzień wcześniej~

Nicholas


- Ja pierdole - burknąłem pod nosem sięgając ręką do szafki nocnej, żeby jak najszybciej wyłączyć wkurzającą melodię budzika

Kiedy tylko zdążyłem to zrobić, a moja głowa ponownie zetknęła się z poduszką rozbrzmiał kolejny równie głośny i wyprowadzający z równowagi dźwięk. Ponownie złapałem w dłoń urządzenie będąc zmuszonym do wyłączenia wszystkich pozostałych sześciu budzików, które wczoraj nastawiłem. Zdecydowanie wolałem już się podnieść niż zasnąć i za minutę znowu się budzić. Usiadłem przecierając zaspaną twarz dłońmi po czym ziewnąłem podnosząc się z twardego hotelowego łóżka. O trzeciej w nocy chyba nie było sensu nawet podnosić rolet, bo na zewnątrz było ciemno, a wszyscy normalni ludzie jeszcze spali.

Wstałem szybko przemierzając pokój i zapalając światło, które kompletnie mnie oślepiło. Wszedłem do łazienki jak zawsze od razu biorąc zimny, ale taki naprawdę lodowaty prysznic, który był jedyną rzeczą zdolną do obudzenia mnie o tak nieludzkiej porze. Jeżeli spytacie o najgorszy aspekt pracy pilota to zdecydowanie godziny i to, że przez cały czas musicie ćpać melatoninę, żeby być w stanie odpowiednio się wyspać. Wyszedłem z pod prysznica sprawnie myjąc zęby i w ostatniej chwili przypominając sobie o stojących na szafce perfumach. Użyłem ich szybko następnie wrzucając butelkę oraz szczoteczkę i kilka innych rzeczy do czarnej kosmetyczki.

Po wyjściu z łazienki ponownie sięgnąłem po telefon bez zaskoczenia dowiadując się, że reszta załogi wstała godzinę temu i w tym momencie już jedli śniadanie. Rozumiałem, że kobiety musiały wstawać wcześniej, ale po co facetom tyle czasu? Chyba tylko po to, żeby potowarzyszyć stewardessom przy śniadaniu o trzeciej w nocy. Zebrałem swoje rzeczy do walizki po czym stanąłem przed lustrem szybko zapinając kolejne guziki koszuli. Zaledwie kilka minut później ubrany w mundur i z walizką w dłoni opuściłem hotelowy pokój zatrzaskując za sobą drzwi. Zjechałem windą do recepcji oddając kartę i skierowałem się do restauracji nie czując się ani trochę spóźniony kiedy wszyscy pozostali pracownicy już kończyli pić kawę.

- Naprawdę nie wolisz czasem wstać wcześnie, żeby móc zrobić wszystko bez pośpiechu? - spytał Nate kiedy tylko zdążyłem zająć miejsce przy stole

- Pośpiech mi nie przeszkadza - odparłem zaczynając spożywać swój posiłek

- Zmienili nam plan lotu, lecimy przez Amsterdam - oznajmił pierwszy oficer, z którym niestety miałem przyjemność lecieć ponad dziesięciogodzinny lot już któryś raz z rzędu i wcale się z tego powodu nie cieszyłem

- Co? - spojrzałem na niego znad talerza na co szef pokładu zaśmiał się pod nosem

- Lecimy przez Amsterdam - powtórzył zirytowany na co uśmiechnąłem się w duchu - Jakby Pan wstawał wcześniej to by Pan wiedział.

Posłałem mu z ostrzegawcze spojrzenie na co spuścił głowę podnosząc się ze swojego miejsca. Jeszcze jakichś zarzutów mi brakowało. Kiedy skończyłem jeść to cholerne śniadanie oparłem się na krześle pijąc kawę, której pozostała część załogi swoją drogą cały czas nie skończyła. Ile czasu można pić filiżankę kawy?

Kilka minut później opuściliśmy hotel wsiadając do busa, który zawiózł nas na lotnisko. Jak lubiłem swoją pracę tak teraz kompletnie nie miałem ochoty nigdzie lecieć. Tym bardziej, że będę zmuszony spędzić ponad jedenastogodzinny lot z Paryża do Chicago oraz nie wiadomo jak długi czas oczekiwania w Amsterdamie z tym pajacem, który przeglądał plan lotu jakby miało mu to coś dać. Albo rzucisz okiem i ogarniasz, albo nie ogarniasz wcale.

Lotnisko w Paryżu było ogromne, jednak byłem na nim już tak wiele razy, że bez problemu się odnalazłem szybko przechodząc kontrolę bezpieczeństwa i znajdując się w pociągu do odpowiedniego terminalu. Zatopiłem wzrok w ekranie telefonu nie mając najmniejszej ochoty na rozmowę z moim towarzyszem, który wyraźnie próbował zaglądać mi przez ramię, jednak jego zdecydowanie niższy od mojego wzrost mu to uniemożliwiał. Mógłby chociaż spróbować robić to subtelnie. Jedenaście godzin w kokpicie z tym człowiekiem. Tylku cud mnie uratuje.

Plus był taki, że zaczęło już świtać, a więc zaspanie mnie opuściło i byłem gotowy do lotu, chociaż wciąż cholernie mi się nie chciało. Na szczęście wszystko poszło bardzo sprawnie dzięki czemu niedługo potem przemierzałem już kabinę pasażerską sprawdzając czy wszystko jest w porządku. Bycie kapitanem było spoko pod względem zarobkowym, jednak obowiązek pilnowania wszystkiego i brania odpowiedzialności czasami mnie dobijał. Użeranie się z pijanymi pasażerami było moim ulubionym zajęciem.

- Pasażerowie wchodzą - oznajmiła jedna ze stewardess szybkim krokiem kierując się w stronę wejścia do samolotu

Ewakuowałem się do kokpitu nie chcąc mieć żadnego kontaktu z pasażerami, jednak kiedy tylko zobaczyłem siedzącego po prawej stronie mężczyznę zapragnąłem wrócić do tych ludzi. Budził we mnie tak ogromną niechęć. Nawet nie rozumiałem dlaczego i skąd mi się to wzięło. Chociaż w sumie rozumiałem.

- Kontrola lotów do Airbusa A330 - męski głos po dwudziestu minutach wypełnił kokpit - Numer lotu 453 z Paryża do Chicago przez Amsterdam. Słyszycie mnie?

- Głośno i wyraźnie - odparłem sięgając po radio - Airbus A330, numer lotu 453, zgłaszamy gotowość do startu.

- Kontrola lotów do Airbusa A330. Macie pozwolenie na start, pas startowy numer 5. Za sterami kapitan Nicholas Hawkins i pierwszy oficer Jacob Roberts?

- Tak - odparł siedzący obok mężczyzna - Możemy startować?

- Co Pan taki napalony na ten lot? - spojrzałem na niego rozbawiony

Nigdy nie spotkałem tak sztywnej osoby jak on, naprawdę. Gość z kontroli lotów zaśmiał się pod nosem przekazując nam informacje o warunkach pogodowych, które przecież cały czas miałem przed sobą. Specjalnie się pofatygowałem, żeby je wydrukować. Kiedy w końcu skończył nawijać samolot ruszył z miejsca, a ja sięgnąłem po mikrofon by nawiązać kontakt z kabiną pasażerską.

- Panie i Panowie, mówi kapitan - zacząłem standardowe przemówienie - W imieniu całej załogi linii lotniczych Air Travel pragnę powitać państwa na pokładzie samolotu Airbus A330 lecącego z Paryża do Chicago z przesiadką w Amsterdamie, numer lotu 453. Przewidywany czas lotu do Amsterdamu to godzina i piętnaście minut. Życzę Państwu miłej podróży i dziękuję za uwagę.

Rozłączyłem się do razu przełączając na kontakt z kontrolą lotów.

- Airbus A330, numer 453. Oczekujemy pozwolenia na odpalenie silników.

- Airbus A330, numer 453. Macie pozwolenie na odpalenie silników. Możecie kołować na pas startowy numer 5.

Sprawnie odpaliłem silniki następnie łapiąc za przepustnicę by wyręczyć szanownego Jacoba, który ostatnim razem z taką prędkością jechał na ten pas startowy, że do wieczora byśmy tam nie dotarli. Dosłownie chwilę później samolot pędził po pasie, by móc wznieść się w powietrze. Uwielbiałem ten moment, chociaż teraz marzyłem tylko o drzemce, bo moja senność nagle powróciła. Bałem się jednak nawet mrugnąć z tym gościem obok. Kiedy maszyna znalazła się na odpowiedniej wysokości sięgnąłem po Ipada, żeby wpisać do systemu wszystkie szczegóły lotu po czym wyciągnąłem z kieszeni telefon szczerze nie mogąc doczekać się końca tego cyrku.

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen247.Pro