Chào các bạn! Vì nhiều lý do từ nay Truyen2U chính thức đổi tên là Truyen247.Pro. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền mới này nhé! Mãi yêu... ♥

Rywale - rozdział 6

Naruto obudził się zlany potem. Miał jakieś dziwne sny. Najpierw stał na korytarzu z Sakurą, która krzyczała na niego, że jest gejem, dlatego woli Sasuke. Potem przyszedł Sasuke i pocałował go, śmiejąc się, że na pewno tego chciał, bo ciągle się na niego gapi w szkole, ale nic z tego. Naruto próbował tłumaczyć, że to nieprawda, ale nagle pojawiło się więcej osób, patrzących na niego, jak na jakiś wyjątkowo paskudny okaz... Tak, to była zdecydowanie nieprzyjemna pobudka, więc kiedy tylko dotarło do niego, że jest nadal we własnym mieszkaniu i we własnym łóżku, chwycił poduszkę i nakrył nią głowę. Naprawdę mózg mi się lasuje – pomyślał. Wczoraj nie mógł zasnąć, tylko przewracał się z boku na bok. Za dużo rozmyślał, a to w jego przypadku wystarczyło, by odpędzić sen na długie godziny. Im więcej miał zmartwień, tym bardziej nieprzytomny wstawał rano. Odwrócił głowę, spoglądając na zegarek. Był kwadrans po ósmej.

– Cholera, spóźnię się! – Wyskoczył z łóżka, w pośpiechu zdejmując koszulkę i bokserki, zastępujące mu pidżamę. Pobiegł do przedpokoju i zanurkował głową w szafie, w poszukiwaniu czegoś do ubrania. Niespełna dziesięć sekund później rozległ się bardzo głośny dzwonek do drzwi, na co aż podskoczył, uderzając głową w otwarte skrzydło górnych drzwiczek.

– Jasna cholera, zawału idzie dostać – wymamrotał. Ogłuszający dźwięk rozniósł się jeszcze raz i Naruto, na wpół zamroczony nieszczęsnym uderzeniem, krzyknął „wejść", zupełnie zapominając, że nie ma nic na sobie.

– Dzień dobry, Na... – W drzwiach, z szeroko otwartymi ustami, stała sąsiadka.

– Cholera... – Naruto zamarł, gdy dotarło do niego, że stoi naprzeciwko niej zupełnie nagi. Jakby tego było mało, zdrową ręką przytrzymywał bolące miejsce na głowie, przez co wyglądał, jakby pozował do jakiegoś pisma dla pań. Zaczerwienił się ze wstydu.

Sąsiadka tylko mrugnęła i taktownie odwróciła wzrok.

– Przepraszam. – Złapał pierwszą lepszą rzecz, którą okazał się czarny sweter i zakrył co trzeba. – Bardzo panią przepraszam, to wszystko przez to, że zaspałem. Miałem ciężką noc – próbował się usprawiedliwić, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, jak to zabrzmiało.

Kobieta pokiwała głową. Co prawda miała już ponad sześćdziesiąt lat, ale nie zachowywała się jak większość starszych pań. Jeszcze pamiętała, jak to jest być w nastoletnim wieku.

– Rozumiem, rozumiem. Kiedyś też byłam młoda... – Pokiwała głowa.

– Nie, nie, to nie o to chodzi – Naruto zaprotestował tak gwałtownie, jakby miał do ukrycia co najmniej tuzin kochanek pod łóżkiem. – Po prostu nie mogłem zasnąć – dodał, a jego policzki płonęły.

Sąsiadka uśmiechnęła się.

– Przyniosłam ci ciasto. Wiesz, wnuczka wczoraj upiekła, a my sami nie zjemy. – Wręczyła talerz z dużym kawałkiem czekoladowego tortu. – Może byście się poznali? – dodała jakby od niechcenia. Naprawdę lubiła Naruto. Zawsze pomagał jej wnieść zakupy na górę, nigdy nie słyszała od niego złego słowa, a poza tym był przystojnym chłopakiem.

– O, dziękuję. – Naruto z jednej strony ucieszył się na widok smakołyku, z drugiej – poczuł się głupio, bo nie lubił swatania. – Tak, na pewno byłoby miło – odpowiedział, choć uznał, że i tak nic z tego nie wyjdzie.

– To do widzenia, nie przeszkadzam już. – Staruszka wyszła z zadowoloną miną.

Naruto pożegnał ją i spojrzał na zegarek. Za dwadzieścia dziewiąta.

– Nie no, teraz to już na pewno nie zdążę – jęknął i zaczął wciągać na siebie ubrania.

Kiba usiłował siedzieć prosto, choć najchętniej położyłby głowę na pulpicie. Nie chciał jednak być narażony na gniew Tsunade, u której takie rzeczy, jak spanie podczas wykładu, nie uchodziły bezkarnie. Nawet Shikamaru trzymał się dzielnie, a dla niego to był naprawdę wyczyn. Kiba zachichotał pod nosem. Pamiętał, co Tsunade zrobiła kumplowi poprzednim razem, kiedy się odważył zasnąć. Szorował razem z innymi „wybrańcami" cały basen, co zajęło im dobrych kilka godzin. Po tym zdarzeniu zawsze udawał, że słucha, a i Kiba, nauczony smutnym doświadczeniem przyjaciela, uznał, że lepiej przemęczyć się tę godzinę, niż później harować pół dnia.

– Ciekawe, co z Naruto – mruknął flegmatycznie Shikamaru, opierając brodę na lewej ręce, bo prawa już mu zdrętwiała.

– No, on raczej się nie spóźnia – odpowiedział Kiba, trochę za głośno.

Ktoś z przodu syknął, ale Tsunade była akurat zajęta tłumaczeniem jakiegoś zagadnienia, więc się nie zorientowała. Kiba naskrobał parę słów na czystej stronie notatnika i podsunął przyjacielowi.

„Jutro impreza" – przeczytał Nara. „No i?" – odpisał.

„ No i będzie ciekawie." Kiba uśmiechnął się pod nosem.

„Skąd wiesz?" – Shikamaru niekoniecznie chciało się tworzyć zdania bardziej rozbudowane niż dwa słowa.

„Bo jak się upijesz, będziesz łatwiejszy, a Temari to wykorzysta" – nabazgrał Kiba i mrugnął wesoło.

„GTH, Kiba"

Mina Shikamaru wyrażała zdegustowanie.

„GTH? Głupi tępy huj?"

„GHT = Go to hell. Chuj przez „ch" jakbyś nie wiedział."

Kiba przewrócił oczami. Jakby to miało jakieś znaczenie – pomyślał.

Nagle drzwi do auli otworzyły się i wpadł zdyszany Naruto. Miał potargane włosy i zaróżowione od biegu policzki.

– Przepraszam za spóźnienie – zwrócił się do Tsunade, łapiąc oddech.

– Siadaj – odpowiedziała i wróciła do przerwanego wątku.

Naruto zajął pierwsze z brzegu miejsce. Przypadkiem kopnął czyjąś torbę.

– Uważaj – syknął właściciel, a jego czarne oczy przesyły go na wskroś.

Jasna cholera. Sasuke! Naruto nie mógł uwierzyć w takiego pecha. Wyjął zeszyt, choć zaraz zdał sobie sprawę, że to zupełnie bezcelowe, bo i tak nie mógł pisać. Przy okazji upuścił długopis, który spadł na podłogę i potoczył się pod nogi rywala. Nie było mowy, żeby dosięgnął ręką, a Sasuke jakoś nie spieszył z pomocą. Nie za bardzo mając pojęcia, jak sobie poradzić i klnąc w duchu na złośliwość rzeczy martwych, przesunął się lekko, próbując wyczuć przedmiot nogą. Przypadkiem dotknął kolanem uda Sasuke.

– Znowu się do mnie przystawiasz? – szepnął chłopak z kpiącym uśmieszkiem.

– Chciałbyś – odburknął, natrafiając w końcu na długopis. Sytuacja nie była zbyt komfortowa, jednak zanurkował pod stolik i podniósł go.

– A może jednak? – Sasuke zlustrował go uważnie.

Tak, sytuacja zdecydowanie nie była komfortowa.

– Daj mi spokój. – Naruto odwrócił głowę i usiłował skupić się na wykładzie, choć nawet nie wiedział, czego dotyczył. Cholerny drań. Czy on zawsze musiał się tak zachowywać?

Sasuke oparł podbródek na rękach w geście zastanowienia. Wyglądał, jakby przez chwilę rozważał jego propozycję.

– Nie. – odezwał się po chwili milczenia. – Nie dam ci spokoju.

Niebieskie oczy spojrzały na niego na wół zirytowane, na wpół zdziwione.

– Słucham?

– Nie dam ci spokoju – powtórzył, z satysfakcją obserwując zdezorientowanego rywala.

– Jak mam to rozumieć? – zareagował trochę zbyt głośno Naruto, bo zamiast odpowiedzi usłyszał podniesiony głos zza katedry wykładowcy.

– Wy dwaj! Wyjdźcie z sali! Ale już! – Tsunade wpatrywała się w nich wzrokiem bazyliszka. – Uzumaki, nie dość, że się spóźniasz, to jeszcze zamiast słuchać, dyskutujesz z kolegą. Uchiha, to drugie tyczy się także ciebie – dodała, widząc, jak Sasuke podnosi rękę w geście protestu. – Już po raz kolejny zakłócacie zajęcia, nie będę tego tolerować! – Wskazała im drzwi. – Do widzenia.

Naruto podniósł się i zabierając swoje rzeczy, wyszedł z auli. To samo zrobił Sasuke. Żaden z nich nie zamierzał jeszcze bardziej prowokować kobiety. Już sama świadomość, że będą musieli zaliczyć materiał z tego wykładu na konsultacjach, była wystarczająco dołująca. Hogata zwykle maglowała tak, jakby jej celem było udowodnienie delikwentowi, że jest głupi i nic nie wie. Naruto spojrzał na Sasuke spod byka.

– I co, zadowolony jesteś? – warknął.

– Przypominam, że to z twojej winy tu jesteśmy. – Twarz Sasuke nie wyrażała nic, jakby kompletnie nie przejmował się wizją zagłady ze strony Tsunade.

– Gdybyś nie gadał takich głupot, nie było by tej rozmowy – Naruto nie odpuszczał.

– Jakich głupot? – Saske uniósł brwi w geście zdziwienia, jednocześnie chowając do swojej sportowej torby notatnik.

– No, że się do ciebie... no... przystawiam. – Naruto znów poczuł ten dyskomfort psychiczny, co podczas zajęć.

– A, to cię tak wkurza? – Sasuke zatrzymał się. – Zachciało ci się mnie całować publicznie, to teraz masz.

– Zachciało ci się całować moją dziewczynę, to dostałeś, na co zasłużyłeś! – Riposta może i była mało wyszukana, ale prawdziwa.

Sasuke spojrzał na rywala uważnie. Naruto po raz pierwszy otwarcie przyznał się, że to jest przyczyna jego wściekłości. Co prawda nie mieli za wiele okazji do rozmowy po tamtym incydencie, no ale minął już prawie rok. Sasuke mógł oczywiście wyjaśnić powód swojego zachowania dawno temu, ale ciągle miał jakieś irracjonalne powody, które mu na to nie pozwalały. Wizja siebie samego, przyznającego się, że kierowały nim szlachetne pobudki, jakoś nie bardzo mu pasowała.

– Wcale mi się nie chciało jej całować, ale ty jesteś za głupi, żeby to zrozumieć – odburknął i ruszył w stronę wyjścia z budynku.

– Akurat! – Naruto faktycznie nie rozumiał, ale był w tym momencie zbyt zdenerwowany, żeby zastanawiać się, co Sasuke miał na myśli. Wiedział jedynie, że w jednej sprawie ten cholerny geniusz trafił w sedno. Wkurzał się na niego za to głupie dogadywanie. A wkurzał się dlatego, gdyż za każdym razem, kiedy słyszał z jego ust tego typu słowa, to w głowie kiełkowała mu myśl, że być może... być może Sasuke naprawdę mu się podoba. Jęknął zrezygnowany. Cudownie, no po prostu cudownie!

Po skończonym wykładzie przyjaciele znaleźli go na ławce przed uczelnią.

– Siemka! – Kiba rozparł się wygodnie obok, patrząc na kumpla, jakby ten był mu winien jakieś wyjaśnienia. Kiedy ten się nie odzywał, szturchnął go parę razy łokciem.

– No co? – Naruto udawał, że nie wie, o co mu chodzi. Doszedł do wniosku, że tak będzie lepiej. I po prostu wygodniej.

– Jajco. Wywaliła cię z Uchihą. Z Uchihą! – Kiba zaakcentował jeszcze ostatnie słowo, jakby nie był pewien, czy przyjaciel dobrze go zrozumiał.

– No i?

Kiba spojrzał na niego jak na kogoś niespełna rozumu.

– Wywaliła was za gadanie! Od kiedy wy w ogóle ze sobą rozmawiacie? – Chłopak wytrzeszczył oczy. Nie docierało do niego, dlaczego Naruto podchodzi do tej sytuacji tak, jakby podobne rzeczy zdarzały się codziennie, a on i Uchiha byli najlepszymi przyjaciółmi. Przecież to był jego wróg!

– Kiba chce przez to powiedzieć, że jest na tyle wścibski, że musi wiedzieć kto, z kim, dlaczego i po co – wtrącił flegmatycznie Shikamaru.

– Oj, wcale nie o to chodzi. – Chłopak machnął ręką. – To co, powiesz w końcu? – nie dawał za wygraną.

– Nie ma o czym gadać. – Naruto odwrócił wzrok. Naprawdę nie miał zamiaru opowiadać nikomu, że Sasuke wytrącił go z równowagi jakimiś insynuacjami, na które reaguje tak, a nie inaczej, bo cholerny rywal, mimo że jest draniem, wygląda według niego pociągająco. Kiba na pewno spadłby z ławki na takie rewelacje, a mina Shikamaru raczej nie wyrażałaby już znudzenia.

– To nie było nic wartego uwagi, w przeciwieństwie do dzisiejszego poranka – uśmiechnął się i zmienił temat, opowiadając o nagłej wizycie sąsiadki.

– Co? – Kiba wybuchnął śmiechem po wysłuchaniu relacji. – Nie no, ty jesteś niemożliwy. Chociaż jakaś ładna? – Poruszył sugestywnie brwiami.

– Jeżeli interesują cię babcie, takie w okolicach sześćdziesiątki... – roześmiał się Naruto, zadowolony, że choć na chwilę zapomnieli o sytuacji z wykładu.

– Wiesz, zostanę przy tych młodszych. Ale za to ciebie to playboy. Żeby tak prowokować staruszki... – Kiba skulił się ze śmiechu. Nawet Shikamaru nie był w stanie zachować powagi.

– Dobra, chodźcie, nie chcę się spóźnić na kolejne zajęcia. – rozbawiony Naruto chwycił obu za rękawy bluz i pociągnął do środka budynku. Do końca dnia starał się unikać Sasuke jak ognia.

Sasuke jechał do domu z pewnym planem. Na miejscu, jak zwykle, musiał wyczyniać cuda, żeby ominąć samochód brata i zaparkować, ale tym razem postanowił się o to nie rzucać. Miał coś ważniejszego do załatwienia.

– Itachi! – zawołał, zostawiając torbę na stole w kuchni i wchodząc na górę.

– Co? – Zza drzwi jednego z pokojów wychylił się rozczochrany łeb. – A, auto, sorki – przeprosił, choć jego twarz nie wyrażała jakiejś specjalnej skruchy.

– To też, ale mam inną sprawę – Sasuke stanął z założonym rękami, jakby się nad czymś zastanawiając.

– Ty? Masz sprawę do mnie? Cóż za zaszczyt! – Itachi ukłonił się, robiąc zeza.

– Przestań pajacować! – Chłopak wszedł do pokoju brata.

Pomieszczenie jak zwykle stanowiło obraz nędzy i rozpaczy. Wszędzie porozrzucane ciuchy, płyty. Itachi zrzucił z krzesła jakieś książki i usiadł, patrząc z wielkim zainteresowaniem na swoją młodszą wersję.

– Jesteś mi winien przysługę. – Sasuke oparł się plecami o ścianę.

– Wiem – potwierdził Itachi.

– Chcę, żebyś coś dla mnie zrobił. – Sasuke w paru słowach wyjaśnił o co chodzi.

Itachi słuchał i wydawał się być coraz bardziej zdziwiony.

– Jesteś pewien? – spytał po chwili z wahaniem w głosie.

– Tak. – Ton Sasuke nie pozostawiał wątpliwości.

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen247.Pro