Chào các bạn! Vì nhiều lý do từ nay Truyen2U chính thức đổi tên là Truyen247.Pro. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền mới này nhé! Mãi yêu... ♥

LXXXVI

           

To była istna kolejka górska, która co chwila wynosiła go na szczyty euforii lub wedle uznania rzucała w odmęty depresji i zwątpienia. Niewielu ludzi potrafiłoby sobie poradzić z takim natłokiem sprzecznych ze sobą myśli, ale mimo to Wonho potrafił się ciepło uśmiechać, śmiać i wspierać na duchu Hyungwona, który w jego oczach pozostawał jeszcze bardziej skrzywdzony.

Tamtej nocy... Po tym jak dowiedział się, że Hyungwon rzeczywiście go nie kochał, skończył z nim razem w łóżku... Co prawda do niczego nie doszło, ale po tej całej rozmowie Hyungwon absolutnie nie chciał się zgodzić, by Hoseok nadal spał na podłodze skoro obok jest tyle miejsca.

Czy była to swego rodzaju rekompensata? Czy to, że rano obudził się z Hyungwonem śpiącym mu na nagiej piersi naprawdę było prezentem od przewrotnego losu, który raz za razem szykował dla niego coraz to nowsze wyzwania?

-Zbieraj się- rzucił Hyungwon, samemu zabierając się za pakowanie swoich rzeczy.

-Gdzie teraz jedziemy?- Zapytał, posłusznie wykonując polecenie przyjaciela.

-Nie mam pojęcia- westchnął. - Nie możemy zostać długo w jednym miejscu, tyle wiem.

-Rozumiem- mruknął. - Tak to wyglądało przed tym jak do nas trafiłeś?

-Mówisz o mnie jak o porzuconym szczeniaku- zauważył.

-To nie miało tak zabrzmieć- skrzywił się.

Hyungwon nawet się uśmiechnął, co prawda krótko i mało widocznie, ale to zawsze było coś! Głównym celem Wonho było sprawienie, by Chae ponownie zaczął cieszyć się z życia, bo na jego pięknej twarzy uśmiech pojawiał się zdecydowanie zbyt rzadko.

-Tak, tak właśnie wyglądało moje życie, zanim Minhyuk zgodził się, żebym z wami zamieszkał - opowiedział po chwili.

Hoseok jedynie spojrzał smutnym wzrokiem na Chae, który, pozostawiając pakowanie swojej walizki, udał się do łazienki, by zapewne zgarnąć stamtąd swoje rzeczy i przy okazji choć na chwilę zniknąć z oczu Shina.

Od nocnego wyznania Hyungwona... W rzeczywistości starali się nie poruszać dalej tego tematu, bo choć Wonho całym sobą domagał się wyjaśnień, to łzy które momentalnie zaszkliły oczy Chae w tamtej chwili...  Z każdą mijającą sekundą miażdżyły jego serce, a samo ich wspomnienie przywoływało jakieś dziwne poczucie winy, którego w żaden sposób nie szło się pozbyć.

Nie chciał go naciskać na jakiekolwiek rozmowy o... W sumie to o ich relacji, ponieważ doskonale widział jak trudne dla Hyungwona są takie tematy. Rozumiał, że jego zranione serce nie jest jeszcze gotowe na tego typu rzeczy, ale... Jednocześnie z każdym kolejnym dniem, miał wrażenie, że nie uda mu się dłużej powstrzymywać swoich uczuć, które z każdym dniem stawały się coraz to silniejsze, bo przygaszone wątpliwościami, buchały gorącym płomieniem z kolejnym spojrzeniem Chae.

Spojrzał na swój telefon, który nieoczekiwanie zaczął dzwonić, a kiedy zauważył znajomą twarz na wyświetlaczu, nie zastanawiał się ani chwili dłużej. Właśnie na ten telefon czekał chyba najbardziej na świecie.

-Kihyun!- Krzyknął. - Dlaczego nie odbierałeś? Wiesz jak bardzo się martwiłem? Nic ci nie jest? Trzymasz się?

Odpowiedział mu jedynie cichy śmiech przyjaciela.

-Cześć Wonho- przywitał się. - To chyba ja powinienem zadawać ci te wszystkie pytania, nie uważasz?

Oczami wyobraźni widział, jak przyjaciel uśmiecha się w tym momencie. Znał go zbyt dobrze i po tonie jego głosu słyszał, że i on również cieszy się z tej rozmowy. Jednak... Mimo entuzjazmu, głos chłopaka wydawał się jakiś inny.

-Nie ważne- powiedział rozemocjonowany. - Dlaczego nie odbierałeś?- Ponowił pytaniezmartwiony.

-Ah... Byłem zajęty wiesz?- Zaśmiał się krótko. - Znalazłem kolejną pracę i tak jakoś wyszło, że jak wróciłem do domu to już nie miałem siły, od razu padłem na łóżko- usprawiedliwiał się.

-Powinieneś na siebie uważać- mruknął. - Ale ogólnie dobrze sobie radzisz?

-Znowu mi podbierasz pytania- zaśmiał się. - Tak, u mnie wszystko dobrze, nie musisz się martwić, a teraz mów mi jak u ciebie, bo to ja tutaj umieram ze strachu.

-U mnie...- Zaczął. - Jest trochę inaczej niż sobie to wyobrażałem, ale... Nie narzekam- uśmiechnął się lekko. - Wczoraj nawet trochę szczerzej porozmawiałem z Hyungwonem- ściszył głos, kierując się na drugi koniec pokoju, tak by jak najbardziej utrudnić ewentualne podsłuchiwanie.

-Tak?- Zdziwił się szczerze. - I jak poszło?

-Trudno powiedzieć, ale mam wrażenie, że chyba zaliczyłem taki mały przełom.

-Pamiętaj, że to jest dla niego trudne.

-Wiem - wywrócił oczami. - Ale on sam tego chciał... Chce z nim rozmawiać szczerzej, wiesz? Mówić o tym co mnie boli, a nie wszystko dusić w sobie.

Kihyun przez długi czas się nie odzywał, więc Wonho zmarszczył brwi zmartwiony.

-Kihyun? Jesteś tam?

-Ah, tak, tak... Przepraszam- odezwał się cicho. - Wiesz... Muszę już kończyć- powiedział pośpiesznie. - Odezwę się, dobrze?

-Ale... No dobrze- mruknął.

Wonho, jeszcze przez chwilę patrzył na wyświetlacz z naprawdę zmartwionym wyrazem twarzy. Zdecydowanie nie tak wyobrażał sobie kolejną rozmowę z przyjacielem po tylu dniach rozłąki i nawet jeśli starał sobie jakoś to wszystko tłumaczyć to... Było mu po prostu przykro.

-Gotowy?- Zapytał chłopak, wyłaniający się z łazienki.

-Eee... Daj mi pięć minut! Proszę!

Hyungwon warknął coś tylko pod nosem.

***

Changkyun, dyskretnie zerknął na swój telefon, na którym pojawiła się nowa wiadomość i to nie od byle kogo, bo od Shownu, z którym nie widział się od kilku dni. Mieli jednak stały kontakt każdego dnia.

-Ale tu jest ciężka atmosfera- uśmiechnął się bezczelnie, spoglądając nieco w prawo.

Minhyuk, ubrany w garnitur, z ciasno zawiązanym krawatem pod szyją. Siedział przy stole z naprawdę nietęgą miną i z szczerą chęcią mordu w oczach. Zdecydowanie nie podobało mu się, że musi być akurat w tym miejscu, ale... Lim wcale mu się nie dziwił.

-Musisz mu wybaczyć- odezwała się Pani Lee.

-Nie, nie- zaśmiał się. - Przyzwyczaiłem się do tego, że wygląda za każdym razem jak morderca, kiedy jestem tylko w pobliżu- uśmiechnął się.

Szczerze? Lim doskonale rozumiał Minhyuka i naprawdę mu współczuł tego, co musi teraz przeżywać. Z dnia na dzień musiał pożegnać się ze swoim ukochanym, a następnie kompletnie zmienić swoje życie i znaleźć się pod butem swojej babci, która wydaje się być wyraźnie zadowolona z tego powodu... Choć też niekoniecznie... Ta rodzina jest zdecydowanie zbyt trudna do zrozumienia.

Obserwując twarz tego chłopaka, widział wszystkie jego emocje, zmartwienia i myśli. Zdecydowanie długo tak nie pociągnie, ale jednocześnie w obawie o Kihyuna, nie spotka się z nim. Brzmi to może absurdalnie, ale rodzina Lee ma wystarczającą ilość władzy, by uprzykrzyć życie Pana Yoo.

-Uśmiechnij się,Minhyuk- poprosił. - Będzie dobrze- zapewnił.

~~~

Witajcie ^ ^

Kihyun żyje

Minhyuk pod krawatem

Tak podsumowuje ten rozdział

A!

No i Hyungwonho znaleźli się w jednym łóżku

Magia~

Zabawne, bo już niedługo będziemy mieli setny rozdział tego opowiadania

Szybko nam to zleciał, nie? :D

Szybko...

Pół roku >.>

Czuje się zobowiązany do przypomnienia Wam o rozdziale Kihyukowym, który już niedługo, bo w dziewięćdziesiątym rozdziale :3

Mam nadzieje, że rozdział Wam się podobał~

Dziękuje za Waszą dzisiejszą obecność

Do zobaczenia!

ROZDZIAŁ BETOWAŁA imysgg

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen247.Pro