• 56 • (ostatni)
Parę godzin później leżałem w łóżku, wpatrując się w sufit. Zayn przytulał się do mojego boku, głaszcząc leniwie moją pierś z wzrokiem utkwionym w oknie. Kątem oka widziałem jak ogień w kominku przygasa, powinienem podnieść się i wrzucić tam trochę drewna, ale nie mogłem odsunąć się od ciepłego ciała Mulata.
- Co będzie jak wrócimy? - odezwał się nagle Zayn, a ja zerknąłem na niego. Oparł głowę na moim mostku z twarzą wciąż zwróconą na widok za oknem, gdzie śnieg przykrywał i rozjaśniał jednocześnie las.
- Do domu moich rodziców czy do Londynu? - spytałem kładąc dłoń w dole jego nagich pleców.
- Londynu.
- No więc, najpierw zabierzesz swoje ubranka z mieszkania i przeniesiesz je do naszego domu - powiedziałem zaczynajac rysować malutkie kołeczka opuszkami palców na jego skórze - Zjemy jakąś kolacje, pójdziemy się kochać, pójdziemy spać. Rano wstaniemy, ja pójdę do pracy, wrócę z niej, zabiorę cię na kolacje. I znowu będziemy się kochać, cały czas. Po jakimś czasie może pojawią się dzieci - wymruczałem uśmiechając się pod nosem na tą myśl.
- Jestem nieodpowiedzialny, a ty pracoholikiem. Dzieci to kiepski pomysł - westchnął, sprawiając, że zaśmiałem się cicho.
- Więc może bez dzieci, ale z seksem, jedzeniem i wspólnym spędzaniem czasu.
- Mi pasuje - wyszeptał spoglądając mi w oczy i posyłając mi delikatny uśmiech.
- To świetnie, bo chce spędzić tak resztę swojego życia, z tobą u mojego boku.
- Kocham cię Niall.
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen247.Pro