🌺EPILOG🌺
JOSH
Rodzicę wracają za godzinę, a my wszyscy jak na szpilkach siedzieliśmy w domu rodziców. Siedziałem sam przerażony patrząc na drzwi łazienki w których zniknął Felix z testem ciążowym. Nie chcę umierać w tak młodym wieku. Patrzyłem w ziemię wyginając sobie palce.
-Zaraz je połamiesz.- Leo westchnął siedząc obok mnie, a dokładniej na kolanach Simona i patrzył na mnie uważnie.
-Stresuję się, odpuść, bo jak ten mały awanturnik jest w ciąży to ja sam zrobię mu nagrobek.- Isaak zaśmiał się a Gideon przechodzący obok walnął mu z łokcia w żebra.
-To nie jest śmieszne.- fuknąłem widząc rozbawione wyrazy innych, tylko Olivier nad czymś głęboko myślał i zastanawiał się.
Zrobiliśmy wszystko co trzeba było...posprzątaliśmy domy na górze, te tutaj też ogarnęliśmy. Ustaliliśmy o czym mówimy i o czym nie, bo jak by nasi rodzice dowiedzieli się o wszystkim co się stało sami by nas wyrżnęli w pień. Pamiętam jak Scott mówił mi że mam być odpowiedzialny i pilnować reszty, a wyszło na to że sam wpadłem w niezłe gówno, a tylko Dennis wyglądał na ogarniętego.
Felix siedzi tam już jebane 10 minut i chyba się tam zabarykadował, albo zwiał przez małe okno. Moje myśli ciągle krążyły w jednym temacie. Jest czy nie jest w ciąży. To mnie dobija. Jak jest to...będzie ciężko, ale na pewno sobie poradzimy nie jesteśmy sami. Jednak jak nie jest to wielki kamień spadnie mi z serca bo istnieje możliwość że to może być nie moje dziecko czego najbardziej się boje. Jak nie jest moje to nie ja jestem w najgorszej pozycji tylko niebieskowłosy bo nie wiem jak by to zniósł. Jestem w cholerę przerażony .
Poderwałem się na równe nogi kiedy drzwi do ubikacji się otworzył i wstrzymałem oddech jak inni, widząc zapłakaną twarz omegi. Szybko się przy nim znalazłem i przytuliłem do siebie mocno. Felix zacisnął dłonie na mojej koszulce.
-Poradzimy sobie obiecuję.- szepnąłem mu do ucha.
-Ty kretynie...- powiedział i odsunął się ode mnie.- Nie jestem w ciąży. Płaczę bo wiesz jak mi lżej?- wytrzeszczyłem oczy i objąłem go mocniej kręcąc się z nim w ramionach wokół.- Też się cieszę.
-Boże...- Gideon złapał się za serce razem z Leo.- Nie że coś, ale to wspaniała wiadomość!
-Wiem!- pisnął i uśmiechnął się chłopak w moich ramionach.
Atmosfera między nami natychmiast się rozluźniła i usiadłem za kanapie nadal mocno go przytulając. Zaczęliśmy na nowo omawiać co zostaje między nami i to co mamy wcisnąć rodzicom, a Olivier w pewnej chwili wyszedł do łazienki i zamknął się w niej na chyba 20 minut przez co Dave dostał zawału, ale nawet jak chciał już do niego iść to drzwi do domu otworzyły się z hukiem.
-Nic nie spaliliście!- usłyszałem radosny krzyk wujka Thomasa, a po chwili nasi rodzice byli obok nas i nas obejmowali. Oczywiście że zaczęli dopytywać, ale każdy wiedział co ma móić i leciało jak w bajce.
-A gdzie Olivier?- zapytał zmartwiony Dylan po chwili kiedy już nas obejrzeli z każdej strony.
-W toalecie.- Simon odparł i objął Leo, zaczęliśmy teraz cięższy temat i sam objąłem Felixa, widząc zmarszczone brwi cioci cofnąłem się na bezpieczną odległość.
Obeszło się bez krzyków, ale największym szokiem był i tak związek Gideona i Isaaca przez co omało Theo nie zemdlał i zaczął przepraszać że nic nie mówił i tulić ich wręcz zapłakany. Ojcowie patrzeli to na mnie to na Leo i Jacka uważnie. Nie sądzę że mają aż tak dobre wykrywacze kłamstw żeby wiedzieli co i jak się wydarzyło. No mam taką nadzieję. Wszystko szło pięknie. My na luzie i nawet Diego stał się odważniejszy, kiedy Derek wręcz zabijał wzrokiem Jacka, kiedy jego ręka znalazła się na jego biodrze i pogładziła, ale i tak czuję się pod gorszą presją, bo boje się przytulić Felixa przy cioci, bo jak by wyczuwała moje myśli. Na szczęście Connor jest w pobliżu i mnie nie zatłucze za chwile.
Jednak oczywiście że jak jest świetnie to nagle bum i się spieprzyło,
-Jestem w ciąży!- Olivier wyszedł z łazienki z głośnym krzykiem, trzymając w trzęsących się dłoniach test, a jak spojrzał na nas wypadł mu on z ręki.- W simsach!- krzyknął blednąc, a Dave to wyglądał jak ściana i jak by ducha wyzionął.
Simon i Dylan zesztywnieli i wpatrywali się w omegę w szoku, a w ich oczach jak na zawołanie zapłonął ogień wściekłości. Zacisnąłem usta w wąską kreskę i odsunęliśmy się wszyscy na bok obserwując przedstawienie.
-Że co?- Thomas podszedł do niego zaskoczony i podniósł test, kiedy Olivier nie wykonał żadnego ruchu, zapewne bojąc się że jak się poruszy to jego brat i ojciec wręcz na niego skoczą, a z ich minami to możliwe. Thomas potarł czoło.- Który?
Omega zerknął na Dava, a Simon zacisnął pięści. Wszystko później działo się tak szybko, że ledwo co to mój mózg zapisał. Olivier zaczął płakać, a jego alfa chciał do niego podejść, ale zamiast tego spierdolił, bo Simon warknął i wybiegli z domu, a oczywiście jak to nasi rodzice to Dylan i Brett spojrzeli po sobie zrezygnowani później wybiegli z domu, bo coś nieźle pierdolnęło na dworze, ale Leo im towarzyszył przerażony.
-Nie płacz.- Liam również podszedł do omegi.
-Nie zabijcie się tam!- Jay krzyknął i też wybiegł razem z Jacksonem.
-Co za gamonie.- Gideon westchnął razem ze swoim ojcem.
-A-ale D-dave...o-on...- zaczął się jąkać.- Simon spierdalaj kurwa od niego! On ma żyć kurwiu!_ krzyknął jak wziął większy wdech i też wybiegł z domu. Liam i Thomas wybiegli za nim. Felix zaczął się chichrać pod nosem rozbawiony.
-Ty się nie śmiej bo masz szlaban.- Alex wywróciła oczami i kazała Connorowi ciągnąc ich walizki.
-Co? Ale mamo..!- krzyknął omega wychodząc za nią i również wyszedł.
-Czyli jednak w cholerę dużo nas ominęło kłamcy.- Max zmarszczył brwi i spojrzał na pozostałych.
-No w cholerę.-- Diego wywrócił oczami, a Derek wytrzeszczył oczy z szerokim uśmiechem, ale posłał po chwili wrogie spojrzenie Jackowi, który był równie zaskoczony co reszta.
- Nie wiem jak wy idę spać.- Scott machnął na nas ręką.
-Pomóź mi z nimi!- ojciec krzyknął za nim.
-Spierdalaj, twoje dzieci są na dole, a ja mam kurwa jeszcze jedno w sobie więc zamknij pysk i daj mi spać!- warknął
Max zamrugał kilkukrotnie i pobladł tak jak Dave chwilę temu. Zaraz....jakie kurwa dziecko!
-Nie tylko my mamy przesrane...- Jack spojrzał na mnie, a razem spojrzeliśmy na ojca.
-Taka z nas powalona rodzina.- ciocia Lydia która stała jak na razie cicho odezwała się.- Ważne że trzymamy się razem i już dobrze. Jesteśmy po prostu wyjątkowi.
🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺
Ja pierdziuuuuu..... ludki moje kochane oto koniec drugiej części.
DZIĘKUJE TYM KTÓRY KOMENTOWALI ZAWZIĘCIE I MOTYWOWALI MNIE I OCZYWIŚCIE TYM KTÓRZY DAWALI GWIAZDKI I CZYTALI TO OGÓLNIE.
Mam nadzieję że wam się to spodoba i że niezły szok chociaż troszeczkę odczuliście kiedy przeczytaliście " Epilog"
Za wafla nie umiem się żegnać...ale możecie być pewni że na pewno pojawią się tutaj jakieś 2 lub 3 dodatki może 18+, ale oczywiście pod to podchodzą komy i gwiazdki.
KOCHAM WAS NAPRAWDĘ MOCNO.
I przyrzekam że na pewno nie długo pojawi się nowa książka i mam nadzieję że wpadnie wam do gustu.
DO ZOBACZENIA KOCHANI
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen247.Pro