Rozdział 8 - Mydlące oczy
Zachmurzone niebo i deszczowa pogoda świadczyły o dzisiejszym humorze Lucy, która siedząc skulona na parapecie swojego pokoju, spoglądała na świat. Od rana deszcz lał niemiłosiernie, więc z domu nie można się było jak ruszyć. Myślała, że przejdzie się na polanę porozmawia z duchami, odpręży się czy też trochę z nimi poćwiczy, ale w taką pogodę? W domu wolała nie ryzykować i nie ujawniać się z mocą przed służącymi i tatą. Nie była gotowa mu jeszcze o tym powiedzieć.
Od kilku dni nie wychodziła z domu, nie chodziła do szkoły, nie spotykała się z przyjaciółmi. Było jej wstyd, że tamtego dnia tak się zachowała przy Kaito. Wtedy z trudem się powstrzymywała, by nie wybuchnąć przy nim płacze. Jednak jednego była pewna – nic do niego nie czuła, nawet nienawiści. To, że mu wybaczyła to jeszcze nic nie znaczyło. Każdy powinien dostać drugą szansę, ale to nie oznaczało, że znów miała się z nim zadawać.
Nagle usłyszała stukot drzwi.
– Proszę – powiedziała niechętnie Lucy. Wiedziała, że to jej niania. Zapewne znowu będzie próbowała namówić ją do wyjścia.
– Cześć Lucy! – usłyszała.
– Hej... Natsu? Co ty tu robisz? – zapytała skołowana. Nie spodziewała się, że to on akurat przyjdzie.
– Przyszedłem cię odwiedzić – uśmiechnął się promiennie. – Nie było cię od kilku dni w szkole, więc pomyślałem, że przyniosę ci lekcje, abyś nie miała zaległości. Pomyślałem też, że możemy się razem pouczyć.
– Dziękuję, ale nie trzeba było. To miło z twojej strony – odwzajemniła uśmiech. – Ale coś mi tu nie pasuje.
– Co?
– Od kiedy ty się tak pilnie uczysz? – zaśmiała się.
– Od zawsze – widząc, że blondynka mu nie wierzy westchnął. – No dobra, masz mnie. Nauka to był pretekst, aby do ciebie przyjść ale, że nie miałem adresu musiałem się zapytać nauczyciela – podrapał się nerwowo po głowie.
Lucy usiadła na łóżku i obserwowała jak chłopak wyciąga zeszyty ze swego plecaka, a potem po kolei jej je podawał. Zaczęła je przeglądać, lecz nie było tego za dużo. Westchnęła głośno.
– Czy ty robisz w ogóle notatki?
– Nie, po co? – dziewczyna nie mogła w to uwierzyć – Nauka nie jest moją mocną stroną, a jak już wcześniej mówiłem, przyszedłem, bo chciałem cię zobaczyć – uśmiechnął się szeroko. Lucy próbowała ukryć rumieniec.
– Coś ty taka czerwona się zrobiła? Chora jesteś? – zapytał dotykając jej czoła. – Strasznie zimne masz czoło – przyznał.
– A ty bardzo ciepłe dłonie, wiesz? – odpowiedziała i odetchnęła z ulgą, że nie zauważył jej zdenerwowania.
Położyła się na łóżku i poprosiła Natsu, żeby się rozgościł i usiadł na krześle przy biurku. Nie posłuchał jej, tylko położył się obok niej na łóżku. Nie wiedziała jak na ten gest zareagować, dlatego się nie odezwała. Obserwowała go chwilę, ale gdy chłopak się na nią spojrzał szybko odwróciła wzrok. Natsu postąpił tak sami i również się zarumienił. Leżeli tak przez długi czas. Żadne nie miało odwagi się odezwać. Co chwila na siebie nieśmiało spoglądali, aby następnie znów odwrócić wzrok. W końcu Lucy parsknęła.
– Co cię tak śmieszy?
– Nic – wytarła łzy z kącików oczu.
– Coś cię musiało rozśmieszyć –stwierdził.
– Nie, naprawdę. Po prostu... – zarumieniła się – Dobrze mi się z tobą rozmawia, nawet jeśli milczymy.
– Mnie też – przyznał.
☆☆☆
W tym samym czasie, w szkole dwie dziewczyny z niecierpliwością czekały na koniec zajęć, ale przed ostatnią godziną czekała na nich przerwa.
– Chwila wytchnienia, nareszcie – odetchnęła Erza. Dla niej szkoła nie była żadnym wyzwaniem, bo nie po to tu przyjechała. Miała misje do wykonania, więc nauka nie grała tu ważnej roli, ale pozory zawsze musiały być. – Od jak dawna znasz Lucy? – wyskoczyła.
– Co to za pytanie? – zaśmiała się, ale widząc powagę Scarlet odchrząknęła i odpowiedziała: – Od gimnazjum.
– Widziałam, że Lucy miała ostatnio problemy, a ty okazałaś się dla niej wielkim wsparciem. Wiesz co się stało 10 lat temu? – skłamała, że od Lucy to usłyszała. – Słyszałam, że magowie napadli na miasto, ale czy to na pewno oni?
– Tak – syknęła ostro Misaki, czego Erza się kompletnie nie spodziewała. – To magowie wtargnęli do naszego miasta i je spalili! Wiesz ilu ludzi wtedy zginęło?! Wszyscy na tym ucierpieli mój starszy brat wtedy zginął! A Lucy... – uspokoiła się – ... straciła matkę.
– Przykro mi. – dotknęła jej ramienia. – Wybacz, nie powinnam o to pytać. Ciekawość wygrała – speszyła się troszkę, ale tak naprawdę o to jej chodziło. Musiała się na ten temat dowiedzieć jak najwięcej.
– Każdy jest nie przejmuj się – powiedziała już spokojnie Misaki i się zaśmiała, chcąc pokazać, że się nie gniewa i wszystko jest w porządku. – Ale pamiętaj, ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
– Ale niedostateczna wiedza, bywa czasem gorsza od braku wiedzy.
– W sumie masz rację. Mamy w klasie poetkę – zaśmiała się ponownie.
– Żadna ze mnie poetka. Wolę być aktorką. – rzuciła.
– Z jakiego scenariusza wzięłaś ten tekst?
– Z żadnego, bliska osoba mi to powiedziała – zarumieniła się – Nie obrazisz się jak wyjdę wcześniej ze szkoły?
– To jest łamanie regulaminu szkolnego – ostrzegła czarnowłosa, lecz Scarlet wcale się tym nie przejęła.
– Oj tam, to bardzo ważna sprawa, więc przymknij na to oko.
– Heh – westchnęła – No dobrze, ale tylko raz.
☆☆☆
Gdy nadszedł wieczór dwaj magowie spotkali się w umówionym miejscu, by porozmawiać ze swym mistrzem odnośnie ich misji. Musieli dobrze się zamaskować, żeby nikt nie podejrzewał ich o czary. Zupełnie jak w średniowieczu, więc ostrożność nade wszystko.
– Jak idzie misja? – zapytał się mistrz, jak jego twarz ukazała się na obrazie lacrimy. Dziewczyna odpowiedziała, że wszystko idzie zgodnie z planem, dowiedziała się już parę rzeczy na temat miasta i samego maga, jednak jej towarzysz nie podzielał jej zdania.
– Ta misja jest bezsensowna. Według mnie nie ma sensu jej dalej wykonywać. Skoro znaleźliśmy maga to czemu nie możemy już wracać?
– Trzeba ci znowu wszystko tłumaczyć? – westchnął mistrz. – Przykro mi, ale musimy to zrobić.
– Nie! Ja się na to nigdy nie zgodzę!
– Aleś ty uparty. – odezwała się dziewczyna – Ja też nie mam ochoty tego robić, ale to konieczne. To właśnie przez tego maga ludzie uwierzyli, że na ich miasteczko napadli magowie.
– Ale nawet jeśli to zrobimy to czy coś się zmieni?! Nic, więc to jest bezsensu.
– Nie prawda, nie jest bezsensu. Nie rozumiesz! Jeśli jego nie powstrzymamy to znowu może dojść do wypadku!!!
– A niby skąd to wiesz? – mruknął. – Niby są jakieś dowody, ale ja wierzę, że nie zrobiła tego umyślnie, może nawet nieświadomie! Przecież 10 lat temu była jeszcze dzieckiem! – krzyknął i po chwili odezwał się spokojnie, ale z powagą. – Mistrzu... – zwrócił się do postaci w laccrimie. – Ja rezygnuję z tej misji – rzekł stanowczo i odszedł.
☆☆☆
– Hej, księżniczko – przywitał się z blondynką Kaito następnego dnia w szkole.
– Hej – odpowiedziała szybko, chcąc mieć to utrapienie już za sobą. – Co chcesz?
– To nic wielkiego. Po prostu chcę zyskać znów w twych oczach! Chciałem, żebyś się umówiła ze mną, oczywiście to nie randka, ale przyjacielski spacer – uśmiechnął się nerwowo. Widać, że był trochę zestresowany, ale Lucy bez wahania rzuciła wymijającą odpowiedź:
– Wybacz, ale nie mam czasu – skłamała. – Muszę się uczyć do testu, który ma być za tydzień.
– Rozumiem, ale...
– Ale?
– Za tydzień nie ma żadnego testu – zaśmiał się. – Nie umiesz kłamać.
– Trudno nie wyszło, ale nie ufam Ci, więc ta odpowiedź powinna Ci wystarczyć. – odparła sucho, lecz ten nie dawał za wygraną.
– Co ci szkodzi się ze mną na godzinę po szkole spotkać? – westchnął. – Nadal mam wrażenie, że pałasz do mnie nienawiścią, a ja chcę to naprawić. Daj mi szansę – Lucy spojrzała na niego z wahaniem, ale sama doszła do wniosku, że co może jej zaszkodzić. Każdy powinien dostać drugą szansę, a jeśli on czuję się tak a nie inaczej to wina zdecydowanie jest po jej stronie.
– No dobrze – odparła niechętnie. – Dzisiaj o osiemnastej przed biblioteką. Krótki spacer i nic innego. Nie ufam Ci i nie wiem czy kiedykolwiek to odbudujesz, ale mogę Ci wyraźnie pokazać, że nienawiścią do Ciebie nie pałam – rzekła i odeszła dumnie w swoją stroną, chcąc jak najszybciej się od niego oddalić.
Całej sytuacji przyglądał się Natsu, który był tym widokiem wyraźnie zaniepokojony. Coś mu tu nie pasowało i na kilometr wyczuwał kłopoty.
Po co Kaito rozmawiał z Lucy? Nagle przeszedł jakąś zmianę czy co? Jeszcze półtora tygodnia temu na wyjeździe chciał ją zgwałcić, a teraz? Lucy też głupia, że się w to pakuje! – pomyślał i szybko się oddalił.
☆☆☆
Czas w szkole, zaskakująco szybko minął dziewczynie i nim się obejrzała dochodziła już godzina osiemnasta. Z wielką niechęcią wstała z łóżka, odkładając czytaną książkę na nocny stolik i podreptała się przygotować.
Po kiego grzyba się na to zgadzałam?! – przeklinała siebie w myślach. Naprawdę uważała, że źle postąpiła zgadzając się na to, lecz teraz było za późno by odwołać. On już pewnie czekał, więc byłoby to niegrzeczne z jej strony gdyby nagle odwołała ich spacer.
Szybko się ogarnęła i wyszła z domu, kierując się w umówione miejsce. Na miejscu tylko mu machnęła ręką na przywitanie.
– Dokąd mnie zabierasz? – przewróciła oczami.
– Najpierw do kina, potem do wesołego miasteczka, a następnie na spacer.
– Ale to wygląda jak randka – jęknęła.
– A nie miało tak być? – zdziwił się Kaito.
– Nie – mruknęła niezadowolona.
– No to masz pecha – zaśmiał się i prowadził ją dalej.
– Nie kolego, to ty masz pecha – odpowiedziała i zaśmiała się sztucznie. – Obiecałeś, że to będzie tylko krótki spacer, więc chcę, żebyś dotrzymał słowa, a potem dał mi już spokój. Nie chcę być dla ciebie niemiła, ale spędzanie na siłę w swym towarzystwie nie jest zbyt dobrym pomysłem na naprawienie relacji – wyjaśniła, a po chwili się opanowała i już spokojniej go przeprosiła: – Przepraszam, za ostro to powiedziałam.
– Byłaś po prostu szczera, więc ja ci już tylko proponuję przechadzkę na polankę i z powrotem. Las o tej porze pięknie się prezentuje, poza tym słyszałem, że ma tam być imprezka – widząc jej niechęć szybko dodał: – Może spotkamy tam Natsu, miałem mu oddać płytę, a potem natychmiast wracamy.
– Niech... ci będzie – zawahała się, ale w końcu kiwnęła głową.
Udali się na dawną polanę, którą kiedyś Lucy odwiedzała dość często, jednak po wpadce z Levy, już nie ważyła się tam ponownie pojawić.
Na miejscu odkryli, że nikogo nie ma i nie zapowiadało się, że ktoś ma tu urządzać jakiekolwiek przyjęcie. Lucy podejrzanie spojrzała na Kaito, lecz ten zdezorientowany podrapał się po głowie.
– To nie dziś? Musiały mi się daty pomylić – wyglądał jakby naprawdę się nie spodziewał takiego obrotu akcji, więc Lucy tylko wzruszyła ramionami i już miała zawrócić, gdy ten ją pociągnął: – Poczekaj chwilę – zaczął ją gdzieś prowadzić.
– Gdzie idziemy? – zapytała blondynka widząc, że kierują się na nieznaną jej ścieżkę. Z każdym krokiem czuła większy niepokój.
– Chcę ci coś pokazać – powiedział i uśmiechnął się do niej.
Kierując się w nieznaną jej stronę, spoglądała co chwilę na chłopaka zaniepokojona, lecz ten zachowywał spokojny wyraz twarzy. Ją natomiast nerwy zżerały od środka. Czuła, że stanie się coś niedobrego, ale to nie był jej jedyny powód do niepokoju. Miała wrażenie, że ktoś ich śledzi już od dłuższego czasu. Lucy już miała zdecydowanie się odwrócić i uciec najdalej od niego, ale przeszkodził jej w tym jego głos:
– Jesteśmy na miejscu. – oznajmił.
Znajdowali się niedaleko stawu, wokół którego rosło kilka wierzb. Słońce powoli miało się ku zachodowi, dzięki czemu niebo zostało ozdobione złotymi barwami. Idealnie się to komponowało, przez co widok był niesamowity. Zupełnie jak z bajki.
– Pięknie tu – szepnęła uśmiechnięta i podbiegła do stawu. Zamoczyła rękę w wodzie i delikatnie nią machała. Poczuła tymczasową ulgę i już miała nadzieje, że te złe obawy, które jej towarzyszyły okażą się fałszywe, ale się zawiodła.
– Lucy – usłyszała swe imię.
– Tak? – odwróciła się do chłopaka, a ten niespodziewanie ją przytulił całując w usta.
Lucy była zaskoczona, nie oddała pocałunku i za wszelką cenę chciała się wyrwać z uścisku, ale szok ją sparaliżował. Nie mogła się ruszyć nawet jeśli chciała. Po chwili poczuła, że chłopak łapie ją za pośladek wkładając rękę w kieszeń jej spódniczki. W tym momencie odskoczyła od niego przerażona. Ten uśmiechnął się wrednie i obrócił pacami pewien przedmiot.
– Oddawaj je!!! – krzyknęła wściekle Lucy i rzuciła się na Kaito próbując wyrwać skradzioną rzecz.
Niestety chłopak zdążył uniknąć blondynki.
– Czyżby były dla ciebie aż tak ważne? – zaśmiał się i zaczął się bawić swoją zdobyczą.
– To... pamiątka po mamie – powiedziała. – Oddaj mi je.
– Niby czemu? Żebyś mnie zaatakowała i zamordowała? Nie ma mowy – odrzekł.
– Co? Nie rozumiem. – Lucy była zaskoczona tą wypowiedzią. – Czyżby...
– Czyżbym znał twoją tajemnicę? Oczywiście, że tak – zaśmiał się. – Wiem, że jesteś magiem. Widziałem cię kilka razy jak walczyłaś z dziwnymi stworami, które okazały się potem twoimi przyjaciółmi. Na początku byłem zaskoczony, ale... – zaczął się śmiać.
– Co cię tak śmieszy? – warknęła blondynka.
– Wiesz co się dzieje z magami, którzy przyjeżdżają do Chandler, prawda?
Lucy zaniemówiła. Bez kluczy nie miała jak się obronić. Nie wzięła ze sobą nawet bicza.
Łzy zaczęły spływać po jej twarzy. Wiedziała co on zamierza zrobić. Albo sam ją zabiję albo gdzieś to zgłosi. Prędzej czy później ją zabiją jeśli nie ucieknie z miasta. Niestety na ucieczkę było za późno. Nim się zorientowała już spadała. Znalazła się pod wodą, a następne co pamiętała to ciemność.
✪ Gwiazdka/Komentarz? ✪
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen247.Pro