Rozdział 2
Lena,
Ja latam! Jedyne co mi przychodziło do głowy to właśnie ta myśl. Miałam w sobie taką mieszankę emocji, niewiedziała czy mam się cieszyć, czy może nadal mam być wściekła, a może jednak bać się samej siebie? Prawda była taka, że czułam to wszystko i niewiedząc jak to się stało i jak to kontrolować zaczęłam wierzgać w powietrzu kompletnie nie panując nad swoimi ruchami. W pewnym momencie po prostu musiałam uderzyć głową w sufit, gdyż już po chwili byłam na podłodze masując ręką obolałe miejsce.
Nagle zostałam siłą zmuszona do wstania i spojrzenia prosto w oczy "wujka".
-Nie wiem kim lub czym jesteś, ale nie masz prawa więcej przebywać pod moim dachem!- krzyknął wujek.
- Całe szczęście bo jeszcze trochę, abym zwariowała w tym domu!- odparłam i już miałam iść do swojego pokoju po najpotrzebniejsze rzeczy gdy poczułam na swojej szyi ucisk.
Z przerażeniem spojrzałam w zgniło zielone oczy mojego opiekuna prawnego, który to coraz mocniej zaciskał rękę. Zaczynało brakować mi powietrza więc z całych sił próbowałam się wyrwać.
- Nie chcę cię więcej widzieć w pobliżu tego domu.- powiedział nadal mierząc mnie morderczym spojrzeniem i na całe szczęście w końcu mnie puścił.
Upadłam kaszląc nie mogąc złapać tchu, zdobyłam się tylko na podniesienie głowy i obdarzenia go równie nienawistnym spojrzeniem. Mężczyzna popatrzył na mnie z litością i obrzydzeniem pokazał mi tylko schody prowadzące na drugie piętro gdzie znajdował się mój pokój. Gdy byłam już w pomieszczeniu wyjęłam z szafy dużą torbę i zaczełam pakować do niej najpotrzebniejsze rzeczy takie jak: wszystkie moje oszczędności, ubrania, koc, w który byłam owinięta kiedy mnie znaleźli i medalion. Obejrzałam tylko pokój ostatni raz sprawdzając czy niczego nie zapomniałam (nie będę za nim tęsknić). Zbiegłam po schodach napotykając jeszcze wrogie spojrzenie Darlingów i już miałam wychodzić kiedy mężczyzna złapał mię za rękę i pociągnął do siebie.
-Nieważ się tu wracać.Jeśli tu wrócisz niebęde już taki miły.
- Niby teraz jesteś?! Prawie mnie udusiłeś!- usłyszawszy to wymierzył mi siarczysty policzek. Stałam sparaliżowana, ale czułam jak w zbiera we mnie gniew, podnosłam rękę i już miałam się zamacnąć, lecz w tym momencie zobaczyłam jak we wnętrzu dłoni pojawił się zielony płomień. Przez sekundę wpatrywałam się w niego ale zaraz po tym znikł, a ja wybiegłam z domu.
Asgard
Loki leżał w swym pokoju gdy nagle poczuł magię, ale nie taką znowu nędzną magię, magię bardzo potężną i podobną do jego własnej. Wstał i niezwłocznie ruszył do Heimdala, aby dowiedzieć się kto dysponuje tak potężną mocą.
-Heimdalu! Czy ty również to poczułeś?- zapytał spoglądając w gwiazdy przed nim.
- Tak i uprzedzając twoje pytanie jest to dziewczyna o imieniu Lena, która to znajduje się w Midgardzie. Nic więcej nie mogę ci o miej powiedzieć, gdyż chroni ją potężne zaklęcie.
-Dziękuje za twą pomoc.- powiedział Loki i odszedł w stronę pałacu.
Jak zwykła śmiertelniczka mogła dysponować taką mocą? Będzie to musiał sprawdzić nawet jeśli będzie to oznaczało złamanie wszystkich jego postanowień z Odynem.
Mam nadzieję, że wam się podoba! Proszę o komentarze!
Poprawione 27.07.2017
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen247.Pro