Chào các bạn! Vì nhiều lý do từ nay Truyen2U chính thức đổi tên là Truyen247.Pro. Mong các bạn tiếp tục ủng hộ truy cập tên miền mới này nhé! Mãi yêu... ♥

Rozdział 10

Piłaś swojego trzeciego drinka. Normalnie nie zrobiłoby to na Tobie większego wrażenia (miałaś dosyć mocną głowę i zjadłaś porządny obiad przed wyjściem), ale Martha zamówiła dosyć mocne trunki. Efektem było gorąco, które rozlewało się w całym Twoim ciele, znaczne poprawienie nastroju i chęć bliskości jakiegoś przystojnego samca. 

-(Imię), patrz, Bruce się na ciebie patrzy - szepnęła Daryl, a Ty przestałaś bawić się palemką w swoim napoju. Zaczęłaś rozglądać się po klubie, aż w końcu zauważyłaś szkolnego gracza siatkówki. Był wysoki, całkiem wysportowany i niezmiernie popularny. Wspomniałyście o nim ostatnio, kiedy zerwał z Rose, ale tak to wcześniej z nim nie rozmawiałaś. Kiedy w końcu go zauważyłaś, puściłaś mu oczko i, jak gdyby nigdy nic, wróciłaś do rozmowy z przyjaciółkami. Zanęta podziałała po kilku chwilach. 

-Idzie - mruknęła Martha, a Ty zarzuciłaś włosami, mając ochotę na małą zabawę. Usłyszałaś, jak za Tobą staje i powoli się odwróciłaś. 

-Hej - powiedział, a Ty przyjrzałaś mu się z bliska. Nie mogłaś odmówić mu dobrego wyglądu; gęste, brązowe włosy i ciemno brązowe oczy. Kiedy się uśmiechał, widoczne były urocze dołeczki. 

-Hej - odparłaś, również lekko unosząc wargi - Znamy się?

-Nie, ale bardzo chętnie bym to zmienił - zaśmiał się nerwowo, a Ty spojrzałaś się na koleżanki - Zechciałabyś pójść ze mną na parkiet?

-Jeżeli te miłe panie nie mają nic przeciwko, abym je zostawiła... - odpowiedziały Ci, wręcz krzycząc, że masz je zostawić i iść się bawić. 

Tego wieczora dowiedziałaś się, dlaczego miał takie powodzenie u dziewczyn. Inteligentny, przystojny i nienachalny; te cechy sprawiały, że bardzo dobrze bawiłaś się w jego towarzystwie, tańcząc, dopóki nie zabrakło Ci sił. Mimo wszystko, oprócz dużej sympatii, nie poczułaś do niego niczego innego. Potrzebowałaś o wiele więcej, aby się zauroczyć. 

Niestety, wszystko co dobre, kiedyś się kończy. W Twoim wypadku była to zbliżająca się godzina dwudziesta druga. 

-Bruce, dzięki za miło spędzony czas, ale muszę zmykać. Pójdę się jeszcze pożegnać z koleżankami i idę do domu - powiedziałaś, zarzucając sobie na ramiona skórzaną kurtkę. 

-Odprowadzę cię - zaproponował od razu, ale tylko pokręciłaś głową.

-Słodki jesteś, ale wrócę sama. Mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia po drodze. Do zobaczenia w szkole - stanęłaś na palcach i przyjacielsko go objęłaś. Odpłacił się tym samym, po czym oddaliłaś się w stronę przyjaciółek. Namawiały Cię, żebyś została jeszcze trochę, ale niestety, obowiązki wzywały. Dopiłaś resztę alkoholu, ucałowałaś swoje dziewczyny w policzki i ruszyłaś w swoją stronę. 

***

Myślałaś, że chłodne powietrze jakoś Cię otrzeźwi. Nawet trochę pomogło, ale nie na tyle, aby Twoje problemy z płotem wyparowały. Przejście zajęło Ci dwa razy dłużej, a na końcu i tak padłaś twarzą w ziemię (na szczęście nie błoto). Nie było czasu, żeby się przebrać i, wystrojona jak szczur na otwarcie kanału, weszłaś na Nemezis. 

Soundwave, od razu na wejściu, wyświetlił na swoim panelu pytanie, odnośnie dziwnego stanu Twojego ciała, ale zbyłaś go okresem (nie miał pojęcia, co to jest. Kiedy sobie poszłaś, sprawdził i nie spał przez całą noc). Dotarcie do laboratorium zajęło Ci dłużej niż zazwyczaj, ale w końcu dotarłaś. 

W nos od razu uderzył Cię specyficzny zapach Energonu. Odwróciłaś się w kierunku części, gdzie Knockout wykonywał zabiegi i zdębiałaś. Na stole, wpół leżał Breakdown. Nie miał jednego oka, a na jego ciele rozryte były rany i blizny. 

-Breakdown? Co ci się stało? - Spytałaś. Twój umysł w końcu zaczął trzeźwo myśleć. Podbiegłaś do dwóch mech'ów, nie wywracając się, co było sukcesem, bo w końcu miałaś na sobie szpilki. 

-(Imię), przydasz się - powiedział Knockout, po czym wziął Cię na ręce i postawił przy twarzy Decepticona - To bardzo ważne. Musisz wejść do jego optyki i...

-Optyki? 

-Tak, optyki. Albo tego, co z niej zostało - mruknął pod nosem, ale zaraz z powrotem spoważniał - Postępuj według moich instrukcji, a może uratujemy mu oko.

-Dobra! Ale najpierw - rozpięłaś sukienkę z boku, opuściłaś ją z siebie i wyszłaś obok. Spokojnie ułożyłaś ją z dala od brudzącego Energonu i to samo zrobiłaś ze szpilkami. Nigdy nie byłaś do końca normalna, w mieszaninie z alkoholem, kończyło się to zaburzeniem poczucia wstydu - Nie patrzcie się tak. Nie ma opcji, żebym ją pobrudziła. Była za droga. 

-Mniejsza - Knockout wywrócił oczami, a Ty wdrapałaś się na twarz drugiego mech'a. Założyłaś sobie na czole małą czołówkę, którą podał Ci medyk, a następnie zanurkowałaś w ciele jego partnera.

Na początku odsączyłaś potężną ilość Energonu i dobrze, że zdjęłaś sukienkę, bo nigdy w życiu byś jej nie doprała. Następne, zgodnie ze wskazówkami Knockout'a, zaczęłaś sprawdzać jego stan. Niestety, jak dowiedziałaś się w trakcie, organizacja M.E.C.H. nie była zbyt dokładna i po ucinali wszystko tak, że ciężko było to odratować. Mimo wszystko, nie poddawaliście się i przez bite dwie godziny staraliście doprowadzić go do stanu używalności. Kiedy nawet Wasze eksperymentalne preparaty nie pomogły, Knockout stwierdził, że niestety, ale wyczerpały mu się pomysły. 

Sama również nie byłaś wstanie niczego wymyślić; kiepsko się czułaś przez długą styczność z Energonem. Nie było tak źle jak ostatnio (może Twój organizm zaczął się przyzwyczajać?), ale zaczął boleć Cię żołądek. 

Medyk, widząc, że kiepsko się trzymasz, przyniósł Ci małe, jak na jego rozmiary, plastikowe pudełko wypełnione ciepłą wodą i mały kawałek materiału. Nie rozbierając się z bielizny, wskoczyłaś do wody i zaczęłaś zmywać z siebie niebieski płyn. W międzyczasie zaczęłaś rozmyślać. Fakt, że nie udało się uratować mu oka trochę Cię ubódł. Nie dlatego, że czułaś wobec niego jakąś dużą sympatię, a ponieważ Sylas ponowie dopiął swego. Był zagrożeniem nie tylko dla botów, ale i ludzi. Miałaś świadomość, jak groźna jest jego ambicja z opowieści Autobotów, które nie raz miały z nim, różnego rodzaju, starcia.

Po umyciu się do czysta, wyszłaś z pudełka i owinęłaś się miękkim materiałem. Było Ci dosyć zimno, dlatego tuż po wyschnięciu, ponownie ubrałaś sukienkę. 

Siedziałaś na blacie, szukając czegoś w telefonie, kiedy Knockout zaskoczył Cię swoją obecnością. 

-Znudziło ci się bieganie nago? - Spytał zaczepnie, plecami opierając się o ścianę, tuż obok Ciebie. 

-Naprawdę nie mogliśmy niczego zrobić? Przeszczepu czy czegokolwiek? - Spojrzałaś się z niego z nadzieją. Nie chciał tego robić, ale stłamsił Twoją nadzieję, kiwając przecząco głową.

-Dawca musiałby być żywy, a optyka powinna mieć odpowiednie wymiary. Nikt dobrowolnie nie odda mu swoich części - powiedział, a Ty spuściłaś wzrok. Westchnął, po czym złożył ręce na piersi. Wolał widzieć Cię pełną zapału, podekscytowaną, a nie przybitą. To do Ciebie nie pasowało - Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy. Nie łudź się, że wszystkie przeprowadzane operacje będą kończyć się sukcesem. 

-Nie łudziłam się. Po prostu, łatwiej jest to sobie powiedzieć, a trudniej nie czuć gorzkiego smaku porażki - odparłaś, podpierając głowę na ręce - Ale dzięki, że starasz się mnie pocieszyć. Doceniam.

Knockout ponownie spojrzał się na Breakdown'a, który musiał odzyskać siły i zasnął podczas operacji. 

-Drobiazg. 

***

Optimus zmarszczył brwi, czytając Twój raport. 

-Rafaelu, czy na pewno przesłałeś nam dobry plik?

-Tak, w ten sam sposób jak zwykle - odpowiedział chłopak, do słuchawki telefonu - A coś jest nie tak?

-Nie, nie wydaje mi się. Dziękuję za twoją pomoc, pozdrów swoją siostrę - pożegnał się i szybko rozłączył. Wzruszył ramionami, spoglądając na Ratcheta. 

-Ona naprawdę się tam dobrze bawi - Wtrąciła Arcee. 

-Czy słowa "noc w towarzystwie Knockout'a okazała się boleśniejsza niż przypuszczałam" znaczą to, co myślę, że znaczą? - Spytał Bulk, a jedyną osobą, która mu odpowiedziała, był Bee. 

Jeśli się okaże, że tknął moją małą (Imię), powyrywam mu ręce i nogi. 




Bạn đang đọc truyện trên: Truyen247.Pro