24. oN tHe TrEe
Tamaki przeciągnął się i ułożył wygodnie na łóżku. Spojrzał na Yuriego, który starał się uspokoić oddech i ręką zetrzeć z siebie białą maź. Blondyn widząc to uśmiechnął się szeroko. Po tym jak Yuri dobrowolnie oddał się w jego ręce był pewny, że wszystko związane z Victuri jest już skończone. Jednak Japończyk myślał inaczej. Przez to, że nie stawiał oporu Tamakiemu, a nawet sam tego chciał czuł się jak szmata. Bolało go wszystko, a najbardziej serce..
- Ucieknijmy razem, kochanie. - Suoh nachylił się do jego twarzy. Czarnowłosy spojrzał na niego mętnym wzrokiem. Najchętniej uciekłby z nim i na koniec świata, przecież nic go już nie trzyma. Niestety, mimo wszystko miłość do Victora nie pozwalała mu na kolejne grzechy.
- Ja.. - zaczął cicho obawiając się reakcji rówieśnika.
- Głośniej, nie wstydź się. - zaśmiał się Tamaki.
- Ciągle kocham Victora. - mruknął. - Przepraszam... Ja go kocham i nie mogę go zostawić samego. Nie mogę go opuścić bez słowa. Nie mogę bez niego żyć.
- Rozumiem. - westchnął blondyn. Chłopak miał już odetchnąć z ulgą, gdy nagle mężczyzna rzucił się na niego i zaczął go podduszać. Próbował łapczywie zaczerpnąć tlenu, wziąć choć jeden malutki oddech.. - Ty sukinsynu! Widziałeś co robił! Wystarczyła mu chwila Twojej nieobecności i już pieprzył się z dziewczyną! A ty?! Mimo wszystko dalej chcesz do niego wrócić?! Nie widzisz, że Cię kocham?!
Blondyn pozwolił mu oddychać. Jednak była to chwilowa ulga. Tamaki sięgnął po nóż nieopodal niego i zwinnym ruchem pozostawił po sobie ślad na klatce piersiowej chłopaka. Yuri jęknął boleśnie. Rana nie była głęboka, ale wystarczająca, by zacząć mocno krwawić.
- Będziesz tylko ze mną! Rozumiesz?!
Przestępca wyrzucił nóż za siebie i przystąpił do kolejnych działań. Rozpiął rozporek w spodniach i wyjął swoje prącie. Wszedł boleśnie w Katsukiego, który wydał z siebie niemy jęk. Nie miał już nawet siły by czuć ból, który przeszywał jego ciało z każdym kolejnym ruchem mężczyzny. Suoh nie miał żadnej litości czy nawet odrobiny współczucia. Pchał coraz mocniej tylko po to by zaspokoić swoje pożądanie. W końcu brutalnie w nim doszedł co skwitował głośnym westchnięciem. Zaciągając na siebie spodnie, które nieco się osunęły z uśmiechem podziwiał jak z odbytu chłopaka wypływa sperma zmieszana z krwią.
- Ty pierdolony kutafonie! - krzyknął biegnąc w stronę lasu. - Gdzie masz tą jebaną kryjówkę!
Zdyszany ze wzrokiem pełnym mordu Victor wbiegł do środka lasu gorączkowo się po nim rozglądając. Próbował sobie przypomnieć szczegóły z ostatnich czterech lat. Tyle czasu minęło od kiedy widział podziemne przejście Tamakiego. Było to tylko raz. Zdeterminowany opadł na kolana i rękami zaczął odgarniać liście z nadzieją, że natrafi na jakiś ślad. Życie mi daje szanse na odnalezienie Yuriego, ale nie! Bo oczywiście Pan siwa pała ma sklerozę zaawansowaną! To tylko 4 lata! No japier...! Kopnął wściekle pień, po czym oparł się o niego czołem. Wiedział, że to wina Suoha. Wiedział, że to on za tym wszystkim stoi.
- Cholera... - westchnął uspokajając się nieco. - Yuri.. Czekaj na mnie.
Nikiforov spojrzał na drzewo, które chwilowo było jego podporą. Wpadł na iście genialny pomysł, dzięki któremu ryzykował swoje życie. Ucałował jedną i drugą obrączkę, po czym rozgrzewając swoje dłonie zaczął się wspinać po drzewie. Po chwili jego ręce były podrapane przez korę, ale nie przeszkadzało mu to. Znalazł dosyć solidną i wysoko umieszczoną gałąź. Usiadł na niej okrakiem, a sam oparł się plecami o pień.
- Wysoko. - skomentował wyjmując telefon. - Ale jaki zasięg!
Gdy platynowowłosy bawił się swoim telefonem, zaczął dzwonić do niego Kurose. Nie wiedząc o co może chodzić odebrał połączenie.
- Tak?
- GDZIE TY KURWA JESTEŚ?!
- Na drzewie. - zaśmiał się. - A co?
- Co robisz do jasnej cholery na drzewie?! - Victor syknął pod wpływem krzyku. - Ty wiesz, że Tamaki wyszedł z więzienia?
- Raczej uciekł. - prychnął. - Czekam na niego.
- Gdzie?!
- Na drzewie.
- Jesteś pierdolnięty bardziej niż Shirotani!
- SŁYSZAŁEM! - głos morelowookiego dotarł do uszu Victora.
- Obaj pójdziecie na terapię! I ani jedno, ani drugie mi się nie wywinie!
- Ja nie potrzebuję terapii! - ożywił się oburzony Nikiforov.
- Jesteś. Na. Drzewie. Kto normalny włazi na drzewo?! - krzyknął wściekle Riku.
- Ja. - odpowiedział dumnie Rosjanin na co biedny terapeuta się załamał.
- Ty jesteś pierwszy w kolejce do leczenia..
- Co ty z tym leczeniem? - zapytał siwowłosy.
- Jedynym, który potrzebuje terapii jesteś ty! - krzyknął ponownie Shirotani.
- Ja? JA?!
- A nie?
- Możecie swoją kłótnię kochanków odstawić na później? - westchnął Victor. Chciał ponownie zobaczyć Yuriego, podroczyć się z nim, objąć go... Chciał go uwolnić.
***
Hey! :D
Jak tam?
Miałam przerwę. Dość sporą? :p Gomen ne.
Dziękuję Wam za wszystko! <3
A teraz pytanie... Czy chcielibyście jakiś OS o tematyce świątecznej? Oczywiście Victuri.
Do napisania,
Sashy ;3
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen247.Pro