Rozdział 26: Kobieta z najpiękniejszym uśmiechem
Evelyn chodziła po mieście. Uspokoiła już się. Jednak gdy gniew zniknął, pojawiło się inne równie okropne uczucie, smutek. Nie rozumiała czemu Gavin potrafił być takim dupkiem. Czy na prawdę dręczenie innych sprawiało mu dużo radości? To by wyjaśniało czemu nieustannie testuje jej granice wytrzymałości. Dzisiaj akurat udało mu się ją wyprowadzić z równowagi. Ogólnie nie miała dziś dobrego dnia. Kiepsko spała i rozdzierał ją wewnętrzny miłosny konflikt. Po tym jak potraktował ją Reed, wolała spróbować z Nines'em, ale i on wcale nie był aż tak dobrym wyborem. Był chłodny i zdystansowany w ostatnim czasie. Zielonooka miała wrażenie że jest zły na nią z jakiegoś nieznanego jej powodu. Na prawdę miała pecha do mężczyzn. Albo to w niej był problem. Może przyciągała tylko tych złych ponieważ sama nie był dobrą osobą. Czasami zastanawiała się czemu urodziła się taka. Odkąd pamięta miała problemy z agresją i nie tylko. Czuła się popsuta. Może dlatego nie potrafiła być szczęśliwa, a może na to nie zasługiwała? Może skazana była na ciężkie życie, na brak dobrego zakończenia.
Wibracja telefonu, który miała w kieszeni kurtki wyrwała ją z jej rozmyślań. Wyjęła urządzenie i odebrała przychodzące połączenie od wuja.
– Co tam wujku?– wysiliła się by jej głos choć odrobinę brzmiał radośnie.
– To raczej ja powinienem o to zapytać. Wyszłaś zdenerwowana i...
– Nie planuję zrobić niczego głupiego.
–To dobrze. Connor wspomniał o karteczce. Zabiję Reed'a za to.
– Nie trzeba. Nie pozwolę by jego żałosne zachowanie psuło mi humor. Nie obchodzi mnie on.– brzmiała jakby była pewna swoich słów, ale wewnętrznie wcale tak dobrze się nie trzymała. Mogła jedynie udawać albo okłamywać samą siebie że wszystko jest w porządku.
– Jesteś silna Evelyn, ale nie musisz bezustannie taka być. Nie jesteś sama.
– Dziękuje za troskę wujku, ale poradzę sobie. Muszę już kończyć.
Zakończyła połączenie nie czekając czy Hank coś odpowie. Szczerze to przez całe życie czuła się samotna. Nikt nie znał jej tak naprawdę. Lucas znał ją najlepiej z wszystkich, ale mimo to czasami czuła że nie rozumie jej, choć starał się jak mógł. W takich chwilach jak ta, marzyła by Lucas żył. Potrafił ją pocieszyć jak nikt inny, zapewnić że wszystko będzie dobrze nawet jeśli sam miał wątpliwości. Wydobywał z niej to co najlepsze.
Po godzinie wróciła na posterunek. Na biurku leżała muffinka z czekoladową masą.
Gavin zbliżył się do Evelyn. Przemyślał swoje zachowanie i uznał że wypadałoby przeprosić zielonooką.
– Chciałem przep...
Szarooki nie dokończył ponieważ Evelyn wzięła muffinkę i wcisnęła ją w jego twarz po czym rozmasowała ją po całej jego twarzy.
– Zasłużyłem.
– Nienawidzę cię.– oznajmiła z stoickim spokojem. Palcem starła trochę muffinki z jego twarzy po czym jej spróbowała.– Ale muffinka jest całkiem dobra. Możesz kupić mi ich więcej.
Evelyn usiadła przy swoim biurku z zamiarem wrócenia do pracy.
Gavin stał niczym kołem. Próbował zrozumieć zachowanie zielonookiej, ale to wydawało mu się zbyt zawiłe. Na prawdę jej nie rozumiał. Jego zdezorientowanie zwiększyło się gdy usłyszał jak Evelyn się śmieje. Spojrzała na niego i zrobiła mu zdjęcie.
Szczerze go nienawidziła, ale zarazem kochała. To chyba musiała być prawdziwa miłość skoro była wstanie mu wybaczyć nawet tak podłe zachowanie.
– Wybaczasz mi?– zapytał z niedowierzaniem. Po tym jak go zaatakowała za tamtą karteczkę, sądził że znacznie dłużej zajmie mu by choć trochę mu wybaczyła.
– Powiedzmy że nie planuję cię już zabić. Możesz spać spokojnie, ale odradzam ci naklejenia mi kolejnej karteczki.
– Zrozumiałem.– kąciki jego ust drgnęły do góry. Nie potrafił pojąć jakim cudem Evelyn ma do niego tyle cierpliwości. Ta kobieta była cudowna, była aniołem, choć potrafiła być przerażająca, zwłaszcza w momencie gdy zacisnęła dłonie na jego szyi. Tyle przeszła, a jednak nie poddała się. Podziwiał jej siłę. Na jej miejscu zapewne dawno by się całkowicie załamał.
Nines siedział przy swoim biurku i w ciszy przyglądał się ich interakcji. Był zaskoczony tym jak szybko Evelyn wybaczyła Gavin'owi. Uważał że nie powinna być dla niego tak łaskawa. Nie zasługiwał na to. To sprawiało że czuł się jeszcze gorzej. Gavin był draniem, a ona nie ważne co szarooki zrobi i tak mu wybaczała. Była dla niego zbyt dobra, a Reed to wykorzystywał. Nines wstał i szybko odszedł jak najdalej. Musiał zostać choć na moment sam.
Evelyn zerknęła na oddalającego się Nines'a. Zmarszczyła brwi zastanawiając się czemu tak nagle gdzieś poszedł. Nie była to jej sprawa więc nie zamierzała się mieszać. Wróciła do pracy.
***
Piątkowe popołudnie zamiast spędzić z znajomymi z pracy w barze, Evelyn ćwiczyła w klubie. Evan dawał jej spory wycisk, ale tylko dlatego że go o to poprosiła. Chciała wyrzucić z siebie wszystkie negatywne emocje. Nie zważała na słowa swojego trenera gdy ostrzegał ją by uważała przy treningu. Nie słuchała przez co skończyło się to dla niej kiepsko. Upadła niefortunnie na lewe kolano. Musiała usiąść na ławce. Evan pomógł jej ponieważ nie dawała rady sama utrzymać się na nogach. Evan przyniósł jej specjalną maść i dał by mogła posmarować kolano. Na skórze pojawiło się mocne zaczerwienienie przypominające duży siniak.
– Chyba lubisz robić sobie krzywdę.– powiedział pół żartem pół serio Evan. Evelyn skrzywiła się. Jej oczy zaszkliły się od łez, ale nie pozwoliła sobie na płacz. Za dużo w sobie dusiła, a trening nie był wystarczająco skuteczny by wyrzucić z siebie to co ją dręczy.– Przepraszam. Może zawieść cię do szpitala?
– Nie.– przetarła oczy dłonią by pozbyć się niechcianych łez i odetchnęła głęboko. Jej załamanie nie było spowodowane bólem kolana, a rozdartym sercem i bezsilnością.– Miałeś rację.
– W czym?
– Zakochałam się w dwóch osobach.– wyznała z lekkim zawstydzeniem, ale musiała się komuś wyżalić. Wyrzucić z siebie to co jej ciążyło.– I nie wiem jak sobie z tym poradzić. Chciałabym mieć ich obu, ale to skomplikowane.
– A wiedzą o tym co do nich czujesz?– mężczyzna usiadł obok niej na ławce. Evelyn spuściła wzrok na podłogę i pokręciła przecząco głową.– Specem od miłości nie jestem. Mam sporo nieudanych związków za sobą.
– Ja również dlatego boje się zrobić jakiś krok. Zawsze miałam pecha do facetów, a ostatni z którym byłam, próbował mnie zabić.– po tym zostały jej blizny po pociskach na brzuchu. Dostała dwie kulki, ale jakimś cudem udało jej się przeżyć. Lucas znalazł ją w kałuży własnej krwi i gdyby nie on, byłaby martwa.
– Kurwa. Przebiłaś mnie. Ale tak na poważnie. Powiedz im co czujesz. Może się rozczarujesz, ale przynajmniej nie będziesz tego dusić w sobie. Zadzwoń do nich. I tak ktoś musi cię stąd zabrać. Z tą nogą za daleko nie pójdziesz.
Evelyn skinęła głową. Evan zostawił ją na moment samą. Zielonooka zadzwoniła najpierw do Gavin'a. Przez ostatnie dni był dla niej wyjątkowo miły. Zero docinków i złośliwości z jego strony. To było do niego niepodobne, ale zapewne było spowodowane tym że żałował tamtego durnego żartu. Raz myślała że ponownie z niej zakpił. Gdy usiadła na fotelu usłyszała szelest papieru. Gdy sięgała za siebie i zdjęła karteczkę z pleców czuła jak krew zaczyna się w niej gotować. Jednak wszelkie złe emocje wyparowały w chwili gdy przeczytała napis na kartce. Tym razem jej twarz nie była czerwona z złości, a z zawstydzenia. Na karteczce pisało Kobieta z najpiękniejszym uśmiechem na świecie. Zabrakowało jej słów. Na szczęście Reed'a nie było w pobliżu więc nie widział jej czerwonej twarzy. Schowała karteczkę do szuflady biurka, a przez resztę dnia uśmiech nie schodził z jej twarzy. To było na prawdę urocze i zdecydowanie nie spodziewała się czegoś takiego po nim ponieważ nigdy nie skomplementował jej. Zapunktował tym u niej.
Gavin nie odebrał. Zapewne zbyt dobrze bawił się w barze z Tiną i innymi. Odczekała chwilę i spróbowała jeszcze raz. Niestety rezultat był taki sam jak za pierwszym razem. Była trochę rozczarowana. Jednak nie czekając czy Reed oddzwoni, zadzwoniła do Nines'a. Głos jej ugrzązł w gardle gdy niebieskooki od razu odebrał połączenie. Przywitał się chłodno i zapytał po co dzwoni. Evelyn musiała odchrząknąć po czym zapytała go czy mógłby po nią przyjechać do klubu. Ze względu na to że ostatnio był wyjątkowo oziębły dla wszystkich, spodziewała się odmowy, ale Nines bez dodatkowych pytań zgodził się i rozłączył nie czekając na jej reakcję.
Anderson niecierpliwie czekała w holu. Evan dotrzymywał jej towarzystwa choć skończył swoją pracę na dziś. Klub za godzinę miał być zamknięty.
Evan wstał z sofy gdy zobaczył jak Nines wchodzi do budynku. Pożegnał się z Evelyn po czym ruszył do wyjścia. Po drodze skinął głową gdy mijał androida.
– Czemu chciałaś bym przyjechał detektywie?– jego głos był bezbarwny. Ustał sztywno na przeciwko niej i splótł dłonie za plecami.
Evelyn czuła się maleńka pod spojrzeniem jego lodowatych błękitnych tęczówek, które uważnie jej się przyglądały. Zeskanował ją dzięki czemu od razu dostrzegł jej uraz. Skóra w obrębie kolana była znacznie cieplejsza, miała obrzęk kolana.
– Stłukłam kolano podczas ćwiczeń.– nerwowo potarła prawe przedramię odwracając wzrok by uciec od spojrzenia RK900.
– Dlaczego nie skontaktowałaś się z detektywem Reed'em?– zapytał chłodno, choć w jego głosie można było usłyszeć rozdrażnienie, a nawet niechęć. Nawet nie próbował tego ukryć.
– Nie odbierał telefonów. Typowe dla niego. Gdy dzwonie w ważnej sprawie, on siedzi w barze i pije.– westchnęła smętnie. Nerwowo założyła kosmyk włosów za ucho gdy uniosła wzrok by spojrzeć na Nines'a.
– Czego ode mnie oczekujesz?
Żałowała że do niego zadzwoniła. Był dla niej okropny i nie wiedziała czemu. Nic mu przecież nie zrobiła.
– Przestań mnie tak traktować. To nie moja winna że tobie i Gavin'owi nie wyszło.
– Jesteś winna. Jesteś winna wielu rzeczy.– jego głos wręcz kapał jadem.
Evelyn zadrżała z strachu gdy RK900 ukucnął nagle przed nią. Oparł dłonie po obu stronach jej bioder. Wcisnął swój tors między jej nogi gdy się nad nią pochylił. Nawet klęcząc górował nad jej teraz wątłą postacią wciśniętą w oparcie sofy. Jego oczy zdradzały coś diabolicznego gdy jego wzrok ślizgał się po jej ciele.
– Nines... – jej głos zdradziecko zadrżał przez co nie potrafiła wydusić z siebie nic więcej.
– Mógłbym cię skrzywdzić... rekonstruowałem to wiele razy w mojej głowie... – jego błękitne tęczówki pociemniały, przypominały teraz morze podczas szalejącego sztormu. Ta ciemna otchłań chciała ją pochłonąć. Była niczym mały stateczek na bezkresnym morzu, zdatna na łaskę fal.– Ale nie potrafiłbym tego zrobić... – jego głos załamał się. Cała groza zniknęła gdzieś nagle. Przypominał teraz zagubionego chłopca. Objął ją wokół tali i położył głowę na jej brzuchu. Przysunął ją do siebie jak najbliżej się dało co było trochę niekomfortowe dla niej.– Pokochaj mnie... chociaż ty to zrób... proszę... – skamlał niczym szczenię.
Evelyn czuła jak łzy grożą załamaniem. Musiała kilkukrotnie szybko zamrugać by odgonić łzy. Zerknęła na załamaną postać Nines'a. Prawie na niej leżał. Serce biło jej niemiłosiernie szybko. Z trudem przełknęła gulę w gardle. Niepewnie położyła dłoń na głowie niebieskookiego. Poczuła jak jego ciało napięło się jak struna. Delikatnie zaczęła gładzić go po włosach. Android powoli się rozluźnił. Uniósł wzrok, ale wciąż przyciskał policzek do jej brzucha. Jego oczy lśniły od łez, ale nie uronił ani jednej. Wtulił się w jej dłoń gdy dotknęła jego policzka. Przymknął powieki prawie mrucząc radośnie gdy kciukiem gładziła jego skórę.
W jednej chwili z bezwzględnej maszyny stał się potulny jak baranek.
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen247.Pro