Konstelacja
"Nie mam domu, rodziny, przyszłości... nic, ale stoję. Wiesz dlaczego? Bo obiecałam gwiazdą."
Nad wzgórzami unosiła się mgła. Niebo różowiało na wschodzie, a las rozbrzmiewał tysiącem radosnych treli. Nowy dzień wschodził w Aquest*. Piękna dolina budziła się do życia.
Na drewnianym dachu gospody obserwując to wszystko siedziała drobna postać. Peleryna z kapturem zakrywała jej twarz. Rude pukle opadały na czoło. Poły płaszcza załopotały, gdy wstała. Uniosła rękę do góry. Mocniejszy podmuch porwał z dłoni dziewczyny kartkę.
- Dopadnę Cię.- wyszeptała, a wiatr porwał jej słowa w dal.
* po katalońsku "wschód"
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen247.Pro