Rozdział 8
Ponad trzydziestu minut siedziałam na trawie. Byłam zapatrzona w jeden punkt na nagrobku przede mną. Westchnęłam cicho, postanowiłam się zbierać, ponieważ robiło się coraz ciemniej i chłodniej.
Na samą myśl przeszła mnie gęsia skórka. Odruchowo potarłam się po ramionach. Wstałam z ziemi i ostatni spojrzałam na wyryte imię w kamieniu. Odwróciłam się, a przede mną ukazał się Jeongguk.
- Jak śmiesz tutaj przyjść? - Zapytałam sfrustrowana.
- Była dla mnie ważną osobą, więc mam prawo - stwierdził, po czym skrzyżował ręce na klatce piersiowe.
- Była dla ciebie ważną osobą - zakpiłam - To wytłumacz mi czemu nawet jej nie odwiedziłeś w szpitalu!? - Uniosłam jedną brew.
Chłopak milczał.
- Była dla ciebie jak matka - fuknęłam zdenerwowana. - A ty nawet nie przychodziłeś do niej. Dobrze wiedziałeś, że była chora i mogła w każdej chwili umrzeć. Mogłeś mieć trochę godności! - odparłam i spojrzałam na niego.
Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.
- Nie znasz całej prawdy - mruknął, chowając dłonie do kieszeni.
- Nie znasz całej prawdy - powtórzyłam cicho po nim poirytowana. - To może mi powiedz? - zapytałam.
On znowu milczał, przez co straciłam do niego cierpliwość.
- Jak sobie chcesz - poddałam się.
Zdenerwowana zostawiłam go samego i pokierowałam się do domu, mając nadzieję, że zdążę przed przybyciem ojca.
W domu odetchnęłam z ulgi, ponieważ zdążyłam przyjść przed rodzicielem. Pokierowałam się do swojego pokoju, gdzie usiadłam na krześle. Mój wzrok powędrował na biurko, gdzie leżało zdjęcie, które przedstawiało mnie, mamę i Jeongguka. Dobrze pamiętam ten dzień, odwiedziliśmy wtedy wesołe miasteczko, które kochałam. Uśmiechnęłam się na tamto wspomnienie. Jednak dzień później wszystko się popsuło, rodzicielka trafiła do szpitala, gdzie wykryli u niej nowotwór.
Wszyscy byliśmy przerażeni tym faktem, jednak mama się z tym pogodziła i starała się korzystać z życia.
Jednak choroba była silniejsza i po kilku miesiącach trafiła do szpitala. Na dodatek wtedy zaczął mi się psuć kontakt z chłopakiem.
Z zamyślenia wyrwał mnie głos ojca. Spojrzałam na niego pytająco.
- Coś się stało? - zapytałam spokojnie.
- Tylko przyszedłem sprawdzić czy jesteś w domu - odpowiedział, a ja się trochę zdziwiłam.
Powiedział to spokojniej i wyglądał jak by się czymś martwił. Przetarłam twarz dłońmi, a następnie położyłam się na łóżku.
~*~
Następne kilka dni mijało spokojnie, z czego byłam zadowolona, ponieważ po szkole wracałam zmęczona i potrafiłam przespać resztę dnia.
Gdy wróciłam do domu, przebrałam się, po czym ruszyłam w wyznaczone miejsce. HaNa wpadła na pomysł, aby pójść do kina. Nie miałam nic przeciwko, aczkolwiek brakowało mi wyjść o kina, kiedyś chodziłam częściej.
Na miejscu spotkałam się z dziewczyną, która już kupiła nam bilety. Chciałam oddać jej pieniądze, lecz ona zaprzeczała. Westchnęłam zdenerwowana i pociągnęłam ją na stanowisko z jedzeniem.
- Ej, patrz - szturchnęła mnie ramieniem i wskazała na pobliskie fotele.
Siedział tam Jeongguk, Taehyung i Jimin. Szybko zapłaciłam, następnie stanęłyśmy koło ściany.
- Ciekawe, na jaki film idzie - zamyśliła się dziewczyna, a ja tylko wzruszyłam ramionami.
- Idziemy? - zapytałam.
Ona przytaknęłam, a po chwili znalazłyśmy się na sali kinowej. Podczas oglądania reklam, zajadałyśmy się popcornem, przy tym śmiejąc się.
- Zjadłam prawie cały popcorn, a film się nie zaczął - jęknęłam niezadowolona.
- O żarcie się nie martw, mam zapasy w plecaku - oznajmiła, a ja się ucieszyłam na tą wiadomość.
Odłożyła pudełko i wyjęła paczkę chipsów, jakieś pocky wraz z jakimiś batonami. W pewnym momencie zaczęłam się krztusić, ponieważ do sali weszli chłopacy.
- Cholerny pech - mruknęłam zdenerwowana.
W duchu błagałam, aby usiedli gdzieś dalej, jednak jak na złość Jimin siedział obok mnie. Spojrzałam poważnie na dziewczynę obok mnie. Szybko chwyciłam za komórkę i napisałam do niej.
Yuri: Błagam, zamień się miejscami.
Wymieniłyśmy się spojrzeniami, lecz ona zaprzeczyła.
- Będziesz coś chciała - zagroziłam jej.
Po chwili zaczął się film, więc starałam się w spokoju oglądać, nie myśląc o tym kto koło mnie siedział.
- HaNa przestać - mruknęłam, gdy pociągnięto mnie za kosmyki włosy.
- Nie wiedziałem, że mam na imię HaNa - usłyszałam męski głos, koło ucha.
Spojrzałam w lewo, a twarz Jeongguka była niebezpiecznie blisko, że odskoczyłam do tyłu.
- Co ty wyprawiasz? - zapytałam, a on wzruszył ramionami.
- Zaczynasz działać mi na nerwy, że kiedyś ci przywalę - fuknęłam.
Złapałam za swoje rzeczy, aby usiąść po drugiej stronie dziewczyny. Jednak poczułam złapanie za nadgarstek.
- Nie rób dram i mnie puść - wycedziłam przez zęby.
- Musimy potem porozmawiać - rzekł, a ja prychnęłam.
Jednak do końca filmu nie mogłam się skupić, gdyż zastanawiało mnie, o czym chcę porozmawiać.
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen247.Pro