》Rozdział 25《
Wspomnienia stwardniały, pamięć niczym lampa po
deszczu
Obejmuje ramiona wiatru i powiewa
Ach, zaczarowana opowieść-
I niewolnicy stali się piękni jak księżniczka
Przerwa pomiędzy pierwszym a drugim aktem nie bez powodu była dłuższa. Trupa aktorska i tak zebrała się w sobie, by zdążyć się poprzebierać. Gdy gruba kurtyna na nowo się uniosła, tuż po zapowiedzeniu drugiego aktu, ukazana właśnie sceneria nabierała życia.
Była to komnata, mogąca być nawet królewską...
- "Królu mój złoty,
koniec czasu na durnoty.
Leżenie musi cię znudzić,
czas cię w końcu obudzić." - zapukał z wesołym głosem ktoś przypominający majordomusa. - "Czas na śniadanie,
czas wstawać, mój panie!"
Z postawionego łóżka uniósł się ubrany w lekką szatę... Chuuya.
- Znów pierwszoplanowa postać. - mruknęła pod nosem Kouyou.
- "Już, Pierre, już wstaję,
czemuż ty mi żyć nie dajesz?" - król ziewnął, przeciągając się, a do komnaty wszedł ów majordomus, trzymając w ręku ubrania.
- "Audiencji masz dziś wiele,
przybędą z zagranicy przyjaciele.
Czyżby od piosenkarce sen był lepszy
niż zwykłego życia dzień?"
- "Charlotte noc, Charrot dzień,
to już od dawna nie jest sen." - westchnął cicho król, przeczesując włosy. -
"Tylko nikomu nie rozpowiadaj tego,
bo nie wybaczę, mimo dobrodzejstwa mego." - dodał już nieco głośniej.
Pierre skinął głową i pomógł założyć swemu panu szatę. Na koniec z szafki wyjął koronę, którą założył mu na ułożoną całkiem nieźle kupę włosów.
- "Jesteśmy gotowi, więc wyruszajmy,
na cuda nad rzekami nie czekajmy!" - zawołał entuzjastycznie majordomus, a Charrot odpowiedział na to jedynie zduszonym śmiechem. -
"Cóż takiego zabawnego w mej wypowiedzi?
Cóż w królewskiej głowie siedzi?"
- "Powiem krótko i zwięźle te słowa,
że od twoich głupich pytań boli mnie ta głowa.
Prowadź do jadalnej sali na śniadanie,
nie chciałbym się spóźnić na nie!"
Kurtyna opadła i znów się uniosła. Król Charrot siedział przy zastawionym stole, a wokół niego biegały dwie służki.
- "Panie mój, o panie!
Czegóż jeszcze na śniadanie?
Więcej mięsa czy cukru, czy wody?
Raczysz sobie na deser lody?"
- "Głupia służko, nie wiesz co się jada o poranku?
Ucichnij, nie chcę cię słyszeć, gałganku." - Pierre nie był zbyt zadowolony z zachowań dziewczyn.
- "Ależ, wybacz panie, to przewinienie,
nie chciałabym się narazić na potępienie..."
Król Charrot podniósł się nagle ze stołu, jeszcze nieco strasząc służkę.
- "Droga panno, ta rozmowa na zły tor zmierza,
nikt tu nikogo potępiać nie zamierza.
Zważ na słowa Pierrota,
a poza tym się tym nie kłopotaj."
Służka szepcząc podzięki usunęła się w cień. Druga po prostu milczała i kontynuowała swą pracę.
- "Pierrocie mój miły,
czy każdy król ma być nieuprzejmy i zgniły?"
- "Nie, panie, ale śniadanie..."
- "Ale śniadanie, ale śniadanie,
na wszystko co robią masz narzekanie. Ludzie idealni nie bedą dzięki twym słowom,
choćbyś ręczył za to głową.
Bądź dziś dobry i odpuść im odrobinę,
niech ma dobroć i na ciebie spłynie."
- "Tak, panie,
przysięgam na kolanie..."
- "Nie przysięgaj, tylko idź rób polecenie,
chcę dziś zobaczyć jego wypełnienie."
Pierre w końcu skinął głową i odszedł w milczeniu.
- "Jakże uważasz, droga dziewczyno,
czy Pierrot zawsze chodzi z taką miną?"
- "Ramirez przysięga na królewski kwiat,
że z taką miną Pierrot witał świat." - wyszeptała nerwowo, jakby bojąc się.
- "Mądrze myśli, też tak uważam,
mimo tego, że tym autorytet jego podważam.
Czy mogę cię poprosić, byś się uśmiechnęła,
od tak, jak do przyjaciela?"
Służka z wahaniem pokręciła głową.
- "Nie potrafię, panie,
tak usmiechnąć się na zawołanie."
- "Wobec tego zostaw mnie całkiem samego,
myśli moje biegną wokół tego i owego.
Nie wołaj Pierrota jeszcze,
od jego głosu nie tylko ciebie targają dreszcze."
Służka mimowolnie uśmiechnęła się na te słowa, po czym wyszła. Król pozostał sam, wzdychając cicho pod nosem.
- "Za dnia królem i rodu głową,
nocami piosenkarką z piękną nogą.
Brzmi jak klątwa na mnie rzucona,
tak piękna i nienawidzona.
Jestem nikim, jestem nimi dwoma,
pech to chyba ma znajoma."
Król uderzył pięścią w stół, po czym wyszedł, a kurtyna opadła. Gdy znów się uniosła, herold ogłaszał właśnie przybycie osób na audiencję, a sam Charrot siedział na tronie. Jako pierwszy dotarł przed majestat rudowłosego dzieciak w łachmanach.
- "Czego szukać tu może młodzieniec,
pytasz, czy dla służki królewskiej zrobić można wieniec?
Od zakochania miękną kości,
od tego umrzeć można, z miłości."
- "Miękkość kości zakochanego
to nic w przeciwieństwie do łamliwości stęsknionego.
Moja mama jest sama i kąśliwa,
bo nad wyraz nieszczęśliwa." - wymruczał Akaha, podnosząc się do siadu.
- "Daj mamie złocisza, chłopczyku miły,
lepiej mieć mamę przy sobie niż koło mogiły.
Kup jej kwiatek albo i cukierek,
by z radością w palcach obracała papierek."
- "Mama woli by z samego końca świata,
wrócił do nas całkiem żywy mój tata.
Na froncie siedzi od dawien dawna,
a poczta w tamtych stronach, królu, już nie sprawna."
- "Gorzkie to życie być w pół-pustym domu,
lecz tego, że ci zazdroszczę, nie mów nikomu.
Skrycie chciałbym, by i mego ojca nie było,
całemu krajowi lepiej by się żyło."
- "Niech król tak nie mówi,
to króla pewnie zgubi." - mruknął chłopiec, a gdy herlod Ramirez wręczył mu garść dukatów, ukłonił się i wyszedł.
Tymczasem jedna ze służek podeszła do tronu, trzymając za rękę kobietę z zawiązanymi oczami.
- "Szukała bram do króla, do pana,
podobno od samego rana.
Ona jest niewidoma,
nam kochanych kolorów nieświadoma."
- "Mości królu, przepraszam jeśli moje najście jest o złej godzinie,
moja rodzina od wieków ze spóźnień słynie."
- "Nie przejmujże się tym, kobieto biedna,
spóźnialska nie jesteś ty jedna.
Czego ci trzeba?
Może nie mam bram do nieba..."
- "Chcę powiedzieć, że brak mi tego,
co naprawdę potrzebne dnia każdego. Miłości, przyjaźni i ciepłego domu,
aczkolwiek poza królowi nie powiem tego nikomu."
- "Tego dać nie mogę, bo sam odczuwam brak,
rozmowa o tym jednak mi nie w smak.
Gdybym mógł przez jeden dzień być kim innym,
przez jedną noc być kimś mniej dziwnym..."
- "Jakże, to królowi przystoi?
Król się tego nie boi?
Zbiednieć, służbę stracić,
wielkie podatki płacić?
Marzy król o tym? To niech dostanie!
Zbrzydnie mu to, głupoty mówić przestanie!"
Herold wygonił ślepą kobietę z sali, dopilnowując, by nie wróciła. Służka już miała chyba zacząć przepraszać za przyprowadzenie jej tutaj, jednak Charrot machnął na to ręką.
- "Ma rację, choć nieco zbyt dosłowną,
to przecież ja dałem odpowiedź odmowną."
Kurtyna opadła, a skądś znów dało się słyszeć słowa.
- Koniec aktu drugiego.
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen247.Pro