77
Pov Paula
Coraz bardziej zbliżał się dzień mojej ucieczki. I szczerze to nie miałam pojęcia co zrobić. Jedna część mnie ciągle podpowiadała mi żebym go zostawiła i jak najszybciej się tylko da uciekać z tego domu, zaś druga kazała mi odrzucić propozycję Zayna i nie ryzykować zdrowiem i życiem Harry'ego. W końcu on naprawdę powoli zaczął się zmieniać, niepokoiło mnie jedynie te jego ciągłe naleganie na dziecko. Miałam tylko siedemnaście lat i nie byłam jeszcze na to gotowa. Nie dałbym sobie rady z niemowlęciem i sądzę, że Harry również. Nie miał tej cierpliwości. która była potrzebna przy takim maluchu.
- PAULA - usłyszałam wołanie z góry. Nie było mnie przy nim raptem pół godziny, a ten już mnie woła. Przez ostatnie kilka dni spędzam z nim praktycznie dwadzieścia cztery godziny na dobę co się zaczyna robić bardzo uciążliwe.
Podniosłam się z kanapy w salonie i ruszyłam na górę. Liczyłam na to, że chociaż trochę czasu będę mogła ode niego odpocząć.
- Nie zostawiaj mnie samego na tak długo, bo zaczynam się denerwować - zakomunikował mi Harry z pretensją jak tylko otworzyłam drzwi. Może i zrobił się łagodny, ale za to bardzo marudny.
- Jesteś już na tyle duży, że możesz na chwilę zostać sam - przysiadłam na brzegu łóżka, ale on i tak złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
- Może i tak, ale nie lubię byś sam. Poza tym muszę wiedzieć co robisz - prawą ręką chwycił moją szczękę i przybliżył mnie do siebie. Następnie zaczął delikatnie całować moje usta, jego ręce powędrowały na moje biodra. Jak skończyliśmy się całować to oparłam głowę o jego klatkę piersiową.
- Nie musisz mnie tak ciągle kontrolować, to jest bardzo wkurzające - no i to był jeden z kolejnych powodów przez których nadal rozważałam tą propozycję mojego brata.
- Możliwe, ale po tym jak zostałaś postrzelona to chcę mieć pewność, że jesteś cała i zdrowa - to co powiedział pozytywnie mnie zaskoczyło. Byłam przekonana, że on robi to tylko po to by mnie ograniczać, a teraz zrozumiałam, że on po prostu się o mnie martwi.
- Ja już się dobrze czuję, to ty jesteś teraz najważniejszy.
Pov Harry
Słowa wypowiedziane przez Paulę bardzo mnie ucieszyły i zrozumiałem, że chyba źle robię podejrzewając ją, że ona nadal planowała ucieczkę. Ona chyba już naprawdę pogodziła się z faktem, że już nigdy ode mnie nie odejdzie.
Nagle jej telefon zawibrował, a na wyświetlaczu pojawiło się imię jej brata.
- Odbierz - zachęciłem ją. Lecz ona wyraźnie się przed tym wzbraniała, przez co byłem praktycznie pewien, że Zayn dzwoni do niej w sprawie ucieczki.
- Okej, ale wyjdę na chwilę, bo nie chce ci przeszkadzać - wyszła na korytarz, a ja chwyciłem swoją komórkę i włączyłem tą aplikację dzięki, której mogłem ją podsłuchiwać.
- Już wszystko załatwione, jutro po ciebie przyjadę - jak to powiedział to zacisnąłem pięści. Chyba będę musiał mu pokazać gdzie jest jego miejsce.
- Lepiej będzie jak to odłożymy i to na czas nie okręślony. Nie mogę go teraz zostawić samego - ucieszyła mnie jej wypowiedź.
- Zwariowałaś czy co? Jak możesz się nim przejmować, przez niego prawie umarłaś!
- Ale on jest chory.
- I dobrze, niech sobie zdycha w samotności - po tym co jej powiedział to już byłem pewien, że nie zostawie tak tego i wyciągnę względem niego poważne konsekwencje.
- Nie mam pojęcia jak ty, ale ja mam ludzkie odruchy i nie zamierzam na coś takiego pozwolić - zakomunikowała mu i zakończyła połączenie.
Byłem zadowolony z jej zachowania, ale słyszałem w jej głosie także wachanie. Wiedziałem, że muszę rozwiać jej wątpliwości i to jak najszybciej.
Jak usłyszałem, że wraca do pokoju to szybko odłożyłem telefon na szafkę i się położyłem. Zdecydowałem, że nadal muszę udawać chorego i mój stan powinien się teraz znacznie pogorszyć. Wtedy nie będzie miała serca mnie zostawić.
Następny w czwartek lub w piątek.
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen247.Pro