Śmierć Cordelii
~~~~~~~~
CŌRDELIA
~~~~~~~~
Powrót do mojego ciała wywołał silny wstrząs i przyprawił mnie o zawrót głowy oraz jej piekielny ból.
Nie miałam czasu na użalanie się nad sobą. Wstałam ze swojego łóżka i podeszłam do okna. Zdjęłam długie, ciemne zasłony i mocno związałam je razem przy końcach. Na dole zajęczał Karl. Black Rose przebudziła się i w naszym małym salonie urządziła sobie rzeź. Ayato ma miecz. Teraz żałuję, że zmuszałam go do lekcji szermierki. Mam za swoje. Katharina również brała udział w krwawej bitewce. Podłoga pod moimi nogami trzęsła się co trochę. Wiedziałam, że przywołuje pędy roślin do walki. Demony ginęły, a Karl podupadał. Muszę się spieszyć. Otworzyłam okno, przywiązałam koniec mojej "liny" do nogi stołu i resztę wyrzuciłam. Stanęłam na parapecie i spojrzałam w dół. Wysoko. Naprawdę wysoko. Mocno chwyciłam zasłony i spuściłam się w dół. W 1/4 drogi do okna podbiegli Ayato, Yui i Katharina.
- A dokąd to? - spytał chłopak.
Uniósł miecz, a następnie przeciął nim tkaninę. Spadłam z hukiem na ziemię prosto w krzew róż. De ja vu. Ayato wyskoczył z okna i spadł na ziemię z gracją, zaraz potem Yui i Katharina.
- Już więcej nie skrzywdzisz mojej rodziny, wiedźmo. - podszedł do mnie i wyciągną ponownie swój miecz.
Spojrzałam w górę niebo zrobiło się ciemne, a za mną stały jedyne ukochane kobiety w życiu mojego syna. Yui obejmowała opiekuńczo ręką Katharinę.
- Żegnaj. - powiedziały jednocześnie.
Ayato przeniósł ostrze do mojej szyi.
- Nie dogadamy się? - spytałam z nadzieją.
Pokręcił przecząco głową. Zrobił zamach.
Nastała ciemność. Już nigdy z niej nie powrócę.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wiem, wiem. Krótki i trochę nudny. Mimo to zapraszam.
Bạn đang đọc truyện trên: Truyen247.Pro